glownachomikmapatrocinytags
Warta Sieradz - Mławianka Mława 2:2 (1:0)
24.09.2022 16:00
MOSiR Sieradz
3. liga, gr. I
Widzów: 300-350
Cena biletu: 10 zł (normalny)
       

Ciekawe są losy piknika - po upływie zaledwie półtora miesiąca znów oglądam mecz Mławianki, ale tym razem jako kibic drużyny przeciwnej. Jako nowy piknik Warty bardzo ucieszyłem się na widok legendarnego rezerwowego bramkarza, który tego dnia pojawił się na boisku.

Dotarcie na mecz
 

Ze względu na to, że mecz Warty był tego dnia moim drugim obejrzanym meczem, niniejszą sekcję należy rozpocząć od momentu, w którym o godz. 13 opuściłem stadion Widzewa, gdzie miał miejsce mecz Ekstraligi kobiet. Musiałem się dostać na stację kolejową Łódź Kaliska, skąd o godzinie 14:15 odjeżdżał pociąg Polregio do Sieradza (relacja Łódź Kaliska - Ostrów Wielkopolski). Wsiadłem pod stadionem w autobus komunikacji miejskiej, skasowałem swój jednorazowy bilet normalny 40-minutowy ważny 60 minut (?) i wysiadłem przy dworcu kolejowym Łódź Kaliska. Przed odjazdem pociągu przeszedłem tunelem na drugą stronę dworca, by w końcu zobaczyć na własne oczy ukończony stadion ŁKS-u - kiedy bowiem widziałem go ostatnio, miał wówczas zaledwie jedną trybunę. Warto więc chyba kiedyś złożyć zachodnim Łodzianom chomiczą rewizytę.

W kasach dworcowych miała miejsce pewna awaria, z powodu której zamiast biletu wydano mi kwitek potwierdzający, że próbowałem dokonać zakupu (taki glejt/list żelazny, dzięki któremu konduktor wydał mi w pociągu bilet bez naliczenia opłaty manipulacyjnej) - to taka mikrociekawostka dla entuzjastów kolei, bo ja sam nie miałem pojęcia, że takie kwitki funkcjonują. Wysiadłem z pociągu o 15:13 na dość zapuszczonej stacji Sieradz Warta, skąd udałem się na piechotę w kierunku stadionu MOSiR, idąc przez osiedla domków jednorodzinnych. Trochę pokluczyłem, ale w końcu udało mi się dotrzeć do głównej ulicy, którą doszedłem na stadion. Wejście na stadion znajdowało się przy okienku kasowym, bo mecz na szczęście okazał się być biletowany; z radością uiściłem 10 zł za dzisiejsze widowisko. Poza biletami, w sprzedaży były niestety jedynie koszulki piłkarskie, stąd bilet był moją jedyną zakupioną tego dnia pamiątką. Po meczu zgarnąłem jeszcze z tablicy przed stadionem plakat - tak więc wpadła mi jeszcze jedna pamiątka, ale to już nie było kupione... a kradzione.

Stadion
 

Stadion MOSiR w Sieradzu, położony we wschodniej części miasta, na terenie dużego parku im. Mickiewicza. Składa się on z dwóch trybun - trybuna północna to dość standardowa niewysoka betonowa trybuna, na której znajduje się 6 rzędów przyzwoitych zielonych krzesełek, z domieszką krzesełek białych, które tworzą napis SIERADZ. Trybuna, zgodnie z oficjalnymi informacjami, liczy 940 miejsc, spośród których 500 jest objętych dobrze przemyślanym i ładnie wyglądającym zadaszeniem (to, co jest według mnie w owym zadaszeniu przemyślane, to fakt, że cala konstrukcja oparta jest na filarach znajdujących się za trybuną, a więc żadne dziwne słupki nie przesłaniają widoku widzom). Na skraju trybuny znajduje się sektor gości, który tego dnia był pusty. Cała trybuna jest w bardzo dobrym stanie technicznym, a za najwyższym rzędem jest całkiem dużo miejsca, tak więc można się tam swobodnie przemieszczać i oglądać mecz w całkiem dobrych warunkach.

No dobra, to tyle, jeśli chodzi o plusy. Wielkim minusem stadionu jest fakt, że jest to stadion lekkoatletyczny, a więc posiada on bieżnię, tak więc trybuna znajduje się w pewnej odległości od linii bocznej boiska. W jakiej odległości? Cóż, wliczając ok. półtorametrowy pas zieleni za linią boczną, osiem (!) torów dla biegaczy, dwa (!) tory do skoków w dal, przerwy pomiędzy nimi oraz jakieś 2,5 metra chodnika między krzesełkami a tartanem wychodzi... 23 metry odległości między pierwszym rzędem krzesełek a linią boczną boiska. 23 metry, to jest nie tylko totalna aberracja, to jest nowy rekord Chomika w kategorii małych obiektów*! Swoją drogą, poprzedni rekord na Chomiku wynosił 22 metry i należał do... Mławianki.

* Drobna uwaga - owszem, odwiedzałem już stadiony, na których odległość między pierwszym rzędem krzesełek a linią boczną boiska jest większa, np. Stadion im. Złotej Jedenastki w Koninie (25m), Stadion Miejski w Jastrzębiu-Zdroju (26m), Stadion Ludowy w Sosnowcu (27m), stadion Elany w Toruniu (28m), stadion Stomilu w Olsztynie (29m), Daugavas stadions w Ridze (30m), nie mówiąc o stadionie Polonii Bydgoszcz, który jest stadionem żużlowym, więc odległość ta wynosi już prawie 32m. Niemniej, obiekty te zakwalifikowałem arbitralnie jako stadiony duże, co oznacza, że w każdym z tych przypadków trybuny są na tyle wysokie, że odległość od murawy staje się kwestią drugorzędną (przyznam, że może to być nieco przekłamane w przypadku stadionu Elany). Jeśli chodzi o stadiony małe, Sieradz obejmuje u mnie palmę pierwszeństwa

No dobra, ale nie wspomniałem o fakcie, że na stadionie znajduje się druga trybuna, południowa. Jest to trochę oldschoolowa konstrukcja bez zadaszenia, na której znajduje się 444 miejsc siedzących oraz stanowisko spikera. Krzesełka są tutaj nie najnowsze, co więcej, utrzymane w dziwnej żółto-czerwonej kolorystyce (pośrodku trybuny znajduje się mały sektor złożony z 4 rzędów krzesełek niebieskich, opatrzony dość śmiesznie wyglądającym napisem VIP). Najważniejsze w tej trybunie jest jednak to, że znajduje się ona na podwyższeniu - najniższe rzędy znajdują się jakieś 3-3,5 metra powyżej poziomu murawy, a sama trybuna oddalona jest od linii bocznej już o zaledwie 14 metrów. A w takich warunkach da się już oglądać mecz.

Na stadionie znajduje się niezbyt imponująca tablica wyników (jest ona przyczepiona do stanowiska spikera na trybunie południowej), pozwalająca na wyświetlanie aktualnego wyniku oraz czasu. Dużo bardziej imponujący jest natomiast fakt, że stadion posiada cztery maszty oświetleniowe (natężenie 500 lx - na 3. ligę jest w zupełności wystarczające).

Atmosfera
 

Kiedy zbliżałem się do stadionu, z głośników dość nieoczekiwanie dobiegała bardzo dobra muzyka, a mianowicie kompilacja najlepszych starych kawałków zespołu Perfect. Kiedy już znalazłem się na trybunie, zorientowałem się, że na pewnych sektorach wokal Markowskiego ustępuje głośnością innym dźwiękom, a mianowicie jakimś rytmom disco-polo dochodzącym z nieznanego źródła. Gdy usłyszałem to disco-polo, nie do końca wiedziałem, jak się do tego ustosunkować, miałem pewien dysonans. Z jednej strony uważam, że publiczne odtwarzanie disco-polo powinno podlegać karze pozbawienia wolności i być ścigane z urzędu. Z drugiej strony, discopolowy wokalista wyraźnie śpiewał coś o Warcie - czasem o rzece, czasem o klubie, co sprawiało, że w pewnym sensie obcowałem z lokalną kulturą (a chyba właśnie po to tu przyjechałem). W końcu zorientowałem się, że jedynie Perfect leciał tu jako oficjalny przedmeczowy soundtrack, podczas gdy disco-polowe hity to była samowolka, która rozlegała się z mocarnego głośnika JBL przyniesionego przez jednego ze starszych kibiców, który wtedy znajdował się gdzieś na skraju trybuny.

Co do wspomnianego kibica, to... chyba się powtórzę, ale nie wiem jak się do niego ustosunkować, miałem pewien dysonans. Z jednej strony, za puszczanie disco-polo powinien być ścigany z urzędu, a z drugiej strony, gdyby nie on, niniejsza sekcja byłaby totalnie jałowa. Po pierwszym gwizdku kibic wyłączył swoje hity i przyszedł na środek trybuny, ale bynajmniej nie zrezygnował z tworzenia atmosfery. W trakcie meczu odtwarzał on czasem z głośnika przeróżne pojedyncze dźwięki, ale przede wszystkim raz na jakiś czas rzucał jakieś hasło w stronę boiska, używając do tego swojego... megafonu (podczas gdy certyfikowany spiker toczył walkę ze swoją chrypką). Kibic wykrzykiwał przez megafon różne rzeczy, zanotowałem sobie m.in.:

Nigdy się nie poddamy!
Jedziemy! Jedziemy! Jedziemy!
Symulant!
Warteczka K! Warteczka S! Warteczka Naszym Klubem jest!

Dzięki owemu kibicowi było co opisać w sekcji, bo gdybym miał opisać atmosferę, którą tworzyli pozostali kibice (a było ich na meczu ok. 350, co jest przyzwoitą liczbą jak na 3. ligę), użyłbym oklepanych frazesów, takich jak atmosfera dla koneserów, oklaskiwanie udanych akcji, okrzyki w stronę sędziego i przeciwników po faulach, czy dostrzegłem na trybunach trochę barw klubowych. Kibic nie odpuścił również po meczu - kiedy kierowałem się ze stadionu w stronę Starego Miasta, on wracał drugim brzegiem zbiornika retencyjnego i znów odtwarzał na cały regulator disco-polo o Warcie Sieradz, ku niezadowoleniu lokalnych fanatyków wędkarstwa.

Mecz
 

Mecz był starciem beniaminków, którzy znajdowali się w zupełnie różnej sytuacji. Po 8 kolejkach Mławianka była bowiem viceliderem (pomimo słabego startu w 1. kolejce), a Warta znajdowała się tuż nad strefą spadkową. Wynika to trochę z faktu, że żeby awansować z 4. ligi mazowieckiej trzeba po prostu prezentować wyższy poziom piłkarstwa niż w przypadku 4. ligi łódzkiej (pomijając przypadki, w których ŁKS lub Widzew zaczynały od zera w 4. lidze). Goście z Mławy byli więc lekkim faworytem dzisiejszego meczu.

Pierwsza groźna akcja meczu była dziełem gospodarzy - w 18. minucie Adrian Filipiak wrzucił na długi słupek do Wiktora Płanety, a ten oddał z bliska strzał głową w krótki róg. Z tej odległości ciężko mi było wyczaić, co tam właściwie się wydarzyło, ale wyglądało to tak, jakby piłka odbiła się po kolei od Michalaka (Michał Michalak, bramkarz Mławianki Mława - w poprzedniej relacji też nie mogłem się powstrzymać, żeby tego nie napisać), potem od słupka, potem znowu od bramkarza i wturlała się do bramki. W każdym razie, bramka nie została uznana, ponieważ niegdysiejszy laureat konkursu Piłkarski Diament znalazł się chyba w tej sytuacji na spalonym. W 21. minucie Płaneta przestrzelił w niezłej sytuacji nad bramką. W 23. minucie po fajnej kombinacji podań gospodarzy Michał Lewandowski wbiegł w pole karne, a goniący go obrońca Mławianki w ostatniej chwili świetnym wślizgiem wybił piłkę na róg. Po kornerze piłka wpadła w pole bramkowe i po wielkim zamieszaniu odbiła się od jednego z obrońców Mławianki, wpadając w ręce bramkarza.

W 27. minucie pierwszą groźną sytuację mieli goście. Po wrzutce z lewego skrzydła w kierunku długiego rogu bramki Warty Adrian Filipiak spokojnie odprowadzał piłkę wzrokiem, choć za nim nabiegał Mateusz Stryjewski - Kamil Miazek zdążył jeszcze krzyknąć prawa ręka!, a Stryjewski uderzył ładnie z pierwszej piłki, ale trafiając tylko w słupek. W 32. minucie Piotr Mielczarek zdecydował się na wykończenie akcji Warty dziwacznym lobem, który trybuny natychmiast skwitowały dźwiękiem ueee, co parę sekund później przerodziło się w ooo, kiedy ten centrostrzał trafił w spojenie. W 36. minucie miała miejsce groźna sytuacja, kiedy Miazek po chwyceniu górnej piłki i kolizji ze Stryjewskim upadł bardzo niefortunnie na murawę głową w dół. Defensorzy Warty od razu rzucili się, by mu pomóc, obracając go, trzymając mu nogi w górze... generalnie wyglądało to dla mnie dziwnie, więc albo to oni mają braki jeśli chodzi o udzielanie pierwszej pomocy, albo ja (prawdopodobnie to drugie). Bramkarz Warty został zniesiony z boiska na noszach, ale na szczęście ostatecznie nic poważnego mu się nie stało, ponieważ w kolejnej kolejce już zagrał. Jednak ta kolejka skończyła się dla niego już po 40 minutach, a w jego miejsce wszedł na boisko nie kto inny jak... Maciej Mielcarz. Poczułem się, jakbym miał znowu 10 lat, bo właśnie tyle miałem w momencie, gdy pierwszy raz usłyszałem o tym bramkarzu, przy okazji awansu Górnika Łęczna na najwyższy poziom rozgrywkowy w 2003 roku. Piłkarze Warty również poczuli się dobrze, kiedy w ostatniej akcji pierwszej połowy udało im się zdobyć bramkę - po wrzutce Filipiaka i małym zamieszaniu w polu bramkowym z bliska piłkę do bramki wbił Jakub Król.

Piłkarze Warty cieszyli się z prowadzenia mniej więcej 17 minut, na co składało się 15 minut przerwy i 2 minuty drugiej połowy. Już bowiem w 47. minucie Szymon Masiak opanował dośrodkowaną w pole karne piłkę, a następnie wycofał do Stryjewskiego, który pokonał Mielcarza. Słyszałem wyraźnie, jak bramkarz Mławianki skwitował tę sytuację głośnym Jeeeest!, a trener Warty słowem, którego nie będę tu przytaczał. Mławianka mogła pójść za ciosem, ale w 52. i 57. minucie dwie doskonałe okazje zmarnował Odilon - za pierwszym razem przegrał w sytuacji sam na sam z Mielcarzem (choć był w tej sytuacji na tyle naciskany przez goniącego go obrońcę, że sędzia mógłby chyba tu odgwizdać karnego), a za drugim razem przestrzelił głową z 5 metrów (ta sytuacja również została skomentowana przez bramkarza Mławianki - tym razem też słowem, którego nie będę przytaczał). Za to w 59. minucie to gospodarze wyszli ponownie na prowadzenie - wrzucał Płaneta, strzelał głową Kamil Pluta, Michalak odbił piłkę przed siebie, a z bliska do bramki trafił Jakub Pawłowski. W 72. minucie gospodarze mogli nawet podwyższyć, ale Michalak wygrał pojedynek sam na sam z Mielczarkiem - gracz Warty domagał się w tej sytuacji karnego, ale bramkarz chyba prawidłowo wygarnął mu piłkę spod nóg.

Mławianka wyrównała stan gry w 78. minucie - z okolicy narożnika pola karnego strzał w kierunku długiego słupka oddał Jakub Tworek, a piłka skozłowała przed Mielcarzem i wpadła do bramki. Wynik nie uległ już zmianie, mecz skończył się dość sprawiedliwym podziałem punktów.

next  prev