glownachomikmapatrocinytags
Stal Stalowa Wola - Tomasovia Tomaszów Lubelski 3:1 (1:0)
14.05.2022 17:00
Stadion Podkarpackiego Centrum Pilki Nożnej w Stalowej Woli
3. liga, gr. IV
Widzów: ~400
Cena biletu: 15 zł (normalny, Trybuna główna)
       

Cóż, środek tabeli III ligi nie jest chyba wymarzonym miejscem dla Stalówki i zapewne bywały lepsze okazje, żeby odwiedzić Stalową Wolę. Z drugiej strony, mogło być jeszcze gorzej, bo jeszcze niedawno kibice nawoływali do bojkotu domowych spotkań Stali - ich podstawowe żądania zostały jednak spełnione w zeszłym tygodniu, tak więc można powiedzieć, że rzutem na taśmę Chomik dostał błogosławieństwo kumatych, żeby wpaść na mecz.

Dotarcie na mecz
 

Po meczu Stali Gorzyce plan był następujący - należało dostać się do Stalowej, zameldować się w hotelu Stal, a następnie udać się na stadion Stalówki (dla większej monotonii opisu dodam jeszcze, że nazajutrz obejrzałem mecz Stali Mielec). Wybrałem się więc na miejscowy dworzec autobusowy (użyłem być może zbyt szumnej nazwy - jest to plac, na którym znajduje się kilka miejsc postojowych dla busów oraz parę wiat przystankowych) w Gorzycach, skąd zabrałem się z przewoźnikiem Jotka Bus do Stalowej. Gdy wjechaliśmy do samego miasta, skupiłem się na podziwianiu elementów miejskiego krajobrazu - co prawda nie można tu uświadczyć żadnych zabytków (miasto uzyskało prawa miejskie w 1945 roku) i jest to generalnie taki Świdnik, tylko 2 razy większy i bardziej estetyczny, ale nie narzekałem. Z okien busa dostrzegłem m.in. nowopowstałe (jeszcze zamknięte) muzeum Centralnego Okręgu Przemysłowego, a także bardzo estetyczny stosunkowo nowy stadion Stali Stalowa Wola.

Na widok stadionu zapaliła mi się w głowie lampka ostrzegawcza, ponieważ wyglądało na to, że nie jestem w tej części miasta, co myślałem (akurat lokalizację dworców i stadionów sprawdzam przed każdą wycieczką dość dokładnie). Po zweryfikowaniu swojej lokalizacji na smartfonie... wysiadłem na pierwszym lepszym przystanku, a konkretnie, w Specjalnej Strefie Ekonomicznej, w okolicach Huty Stali i innych tego typu zakładów. Nie wiem dlaczego, ale wyobrażałem sobie, że skoro mój bus jedzie do Stalowej Woli, to przystankiem końcowym będzie Dworzec Autobusowy (a już na pewno, że bus będzie tamtędy przejeżdżał). W każdym razie, w poprzedniej relacji pisałem już o tym, jak pobiegłem z Rozwadowa do centrum Stalowej Woli - tym razem z kolei zmierzałem na piechotę do centrum z południowego krańca miasta (do mojego hotelu Stal miałem w sumie 4 kilometry - jest to o tyle smutne, że w połowie drogi przechodziłem nieopodal stadionu Stali, dokąd i tak później wybierałem się z hotelu). Niemniej, mogę teraz powiedzieć, że przemierzyłem Stalową Wolę na piechotę wzdłuż i wszerz i mógłbym pewnie ubiegać się o jakąś krzemową odznakę półprzewodnika. Wiem, gdzie jest archikatedra i pomnik Jana Pawła II, gdzie znajdują się stacje kolejowe (na długości niecałych 8 kilometrów jest ich w sumie 5 i każda ma jakąś ułomność, jeśli chodzi o funkcjonalność), a gdzie dworzec autobusowy; wiem, gdzie są pomnik Patrioty (jeśli chodzi o walory estetyczne, jest on różnie oceniany), najwyższy wieżowiec w mieście, pomnik Eugeniusza Kwiatkowskiego... wiem już nawet, pod którym wiaduktem żule walą wódę.

Stadion
 

Oficjalna nazwa stadionu (którą zresztą podałem w nagłówku relacji) jest dość kuriozalna, ale jest ona tylko nieistotną ciekawostką przyrodniczą. Zresztą, nie ma sensu patrzeć na różne suche dane oficjalne, ponieważ w pewnym sensie zakłamują one rzeczywistość - na papierze mamy tu dwie trybuny, łącznie 3764 miejsca siedzące, co prawda ze sztucznym oświetleniem, ale nigdzie nawet nie podano, ile to ma luksów, więc nie wiadomo, czy spełnia to jakiekolwiek wymogi. Generalnie, nuda.

W rzeczywistości jest to jeden z piękniejszych obiektów piłkarskich, jakie widziałem. Główna trybuna to prawdziwy majstersztyk - jest zarazem elegancka, funkcjonalna, zapewnia świetny widok na wydarzenia boiskowe i nawet oddaje charakter miasta (w każdym razie, pylony podtrzymujące całą konstrukcję wyglądają niczym kominy hutnicze). Fakt, że trybuna jest ładna, jest chyba całkowicie niepodważalny - i ciężko mi się tu silić na jakieś opisy, chyba po prostu powinienem się przyłożyć i zacząć uzupełniać na mojej stronie galerie zdjęć, zamiast bazować na tych miniaturkach 250x150p. Znajdują się na niej bardzo ciekawe maszty oświetleniowe, które, choć ze względu na swoją funkcję przełamują idealny kształt całej konstrukcji, pasują wizualnie do całej reszty (mi te wielkie plusy przypominają nieco scenografię z koncertów Rammstein). Trybuna jest funkcjonalna, ponieważ pod trybuną znajduje się cała niezbędna infrastruktura (szatnie i takie tam), na jej tyłach szeroka przestrzeń dla kibiców ze stoiskami gastronomicznymi, a nad tą przestrzenią, na kolejnej kondygnacji - coś, co wygląda jak loże VIP, czy też stanowiska dla mediów (generalnie nic dla Chomika), których okna wychodzą ze szczytu trybuny w stronę boiska. Cała trybuna ma również odpowiednie nachylenie, dzięki czemu nawet siedząc w ostatnim rzędzie ma się dobry widok (a nawet powiedziałbym, że właśnie wtedy jest on najlepszy).

W pakiecie z trybuną główną jest również znajdująca się na przeciw niej trybuna Hutnicza. Jest ona dość standardowa (taki typowy klocek, trapez prostokątny w przekroju bocznym), ale mimo to całkiem udanie dodano do niej dach oraz maszty oświetleniowe, dlatego też pasuje ona wizualnie do postawionej z dużo większym rozmachem trybuny głównej. Z trybuny Hutniczej prowadzi wał ziemny tworzący łuk, na którym znajduje się sektor gości - tym razem niezadaszony i generalnie mało imponujący. W pakiecie z trybunami mamy na stadionie naprawdę duży telebim stojący za jedną z bramek od strony północnej, na którym wyświetlane są bardzo dobrej jakości treści multimedialne (wynik, składy i takie tam) - mankamentem był z kolei fakt, że nagłośnieniowcy źle poustawiali suwaki na konsoli i gdy spiker odezwał się po raz pierwszy, ludzie na trybunach aż zadrżeli (potem się trochę przyzwyczaili). Dość specyficznie wyglądała z kolei murawa, która co prawda była całkiem równa, ale za to cała była pokryta jakimiś dziwnymi jasnymi plamami.

Atmosfera
 

Jak wspomniałem we wstępie, sytuacja z kibicami na Stalówce jest obecnie... specyficzna. Zamiast obiecanej walki o awans, jest środek tabeli III ligi, co spowodowało, że wiosną kibice ogłosili bojkot, domagając się dymisji jakichś tam osób pełniących w klubie funkcje z różnego nadania. Co ciekawe, dość szybko osiągnęli oni realizację swoich postulatów, co spowodowało, że bojkot zostal odwołany - i to w sam raz na zeszłotygodniowy szlagier z liderującą Siarką Tarnobrzeg (został on co prawda przegrany 2:4, ale po walce i w godnej atmosferze). Przy czym, brak bojkotu to jedno, a prowadzenie aktywnego dopingu to drugie - ten sezon jest już generalnie uznany w Stalowej Woli za spalony i mecz odbył się bez zorganizowanego dopingu, czy też flag. Frekwencja również nie była imponująca, ponieważ na mecz pofatygowało się na oko jakieś 400 osób (być może trochę więcej, ale nie ma żadnej oficjalnej informacji na ten temat). Na trybunach panowała atmosfera piknikowo-szydercza, a kibice kwitowali nieprzychylnymi okrzykami grę w poprzek i do tyłu, a także nieudane zagrania (a te szczególnie nieudane były kwitowane dość szyderczymi oklaskami). Siedząc na trybunie, przysłuchiwałem się głównie rozmowom kibiców, którzy w dość bezpośrednich słowach diagnozowali między sobą wszystkie problemy Stali w tym sezonie. Wymieniano takie czynniki jak: przepłaceni piłkarze, niezwiązani emocjonalnie z klubem, brak zaangażowania, brak zgrania (choć stosunkowo wysokie umiejętności), granie indywidualne, pod siebie, brak spójnej wizji zarządzania (Surma jest już czwartym trenerem Stali w obecnym sezonie (!), choć akurat komuś o takim nazwisku zapewne dadzą popracować nieco dłużej), ludzie na stołkach, którzy zapewne są dobrze opłacani, a nie wykonują podstawowych funkcji przypisanych do tych stołków - generalnie droga zabawa za hajs podatnika. Jedynymi pozytywami, jakie tego dnia widzieli kibice na trybunach to fakt, że na innych stadionach do przerwy Siarka przegrywała w Białej Podlaskiej, a rezerwy Cracovii prowadziły w Chełmie, co w przypadku utrzymania się takich rozstrzygnięć oznaczałoby, że zespół z Tarnobrzega spadłby z pozycji lidera tabeli (w drugiej połowie wyniki te jednak się odwróciły i to Siarka wygrała swój mecz, a Cracovia II przegrała).

Na stadionie można było zaobserwować zaskakująco duzą ilość barw klubowych wśród kibiców - zarówno koszulek jak i szalików. Piszę, że jest to zaskakujące, ponieważ na stadionie nie dopatrzyłem się żadnego miejsca, w którym można by było dostać gadżety, pytałem o nie również w kasie biletowej (przy okazji, trzeba przyznać, że na Stali drukują bardzo ładne bilety); z mojego niezbyt zaawansowanego googlowania również nie wynikało, żeby gdzieś w Stalowej znajdował się jakiś Sklep Kibica. Moja niezbyt profesjonalna teoria dopasowana do faktów brzmi tak, że to ruch kibicowski ogarniał na stadionie gadżety, a na takim meczu jak ten (i w takim sezonie jak ten) nie chciało im się ich zorganizować (pewnym niewielkim plusem tej sytuacji jest to, że nazajutrz w Mielcu nie musiałem się zastanawiać, jak ja przejdę przez ochronę z szalikiem/kubkiem/innym gadżetem Stalówki w plecaku).

W pierwszej połowie, nawet pomimo prowadzenia gospodarzy, kibice nie byli zbytnio ukontentowani ich grą. Nie ma się co dziwić - Stal grała bez żadnego konkretnego pomysłu i dość nonszalancko, a fakt prowadzenia w tym meczu wynikał jedynie z tego, że grali przeciwko naprawdę słabej drużynie. W drugiej połowie piłkarze Stali zaczęli przejawiać pewną pomysłowość w grze, a na niektóre akcje patrzyło się z zadowoleniem, dzięki czemu kibice momentami zaczęli oklaskiwać dobre zagrania i ogólnie przystopowali z szyderą. A autentycznie pozytywne emocje wywołało na trybunach pojawienie się po półrocznej przerwie na boisku Aleksandra Drobota, który nawet doczekał się zbiorowego zaintonowania przez kibiców swojego imienia i nazwiska. A jego asystę przy bramce na 3:0 siedzący nieopodal mnie kibic skwitował słowami: W końcu ktoś, kto pomyślał i dobrze zagrał, nie to co ta banda pedałów, po autach walą

Mecz
 

Ze względu na specyficzną atmosferę na dzisiejszym meczu, co nieco zdążyłem już wspomnieć w relacji o samym przebiegu meczu. Stalówka grała chaotycznie, trochę bez pomysłu i bez zgrania, stawiając raczej na pojedyncze zrywy i przebłyski poszczególnych piłkarzy - a to tego dnia w zupełności wystarczyło, ponieważ przeciwko sobie mieli drużynę, która miała już co najwyżej matematyczne szanse na utrzymanie (12 punktów straty do odrobienia w 6 kolejek) i której trener zresztą nie ukrywał, że teraz jego celem jest powystawianie jak najwięcej nowych piłkarzy, żeby, jak to ujął, zebrali niezbędne doświadczenie na tym poziomie przed spadkiem do czwartej ligi. Tłumacząc na język polski - chcę wystawiać jak najwięcej juniorów, żeby chociaż wpadła nam kasa z Pro Junior System, skoro i tak spadamy (Tomasovia jest druga w tabeli Pro Junior System 3. ligi, gr. IV, a prowadzi oczywiście... Wólczanka, czyli zdecydowanie najgorsza drużyna tego sezonu). Zbieranina piłkarzy Tomasovii zbierających niezbędne doświadzczenie nie była w stanie powstrzymać zbieraniny skądinąd sensownych graczy Stali, stąd taki, a nie inny przebieg meczu.

Pierwszą groźną akcją była dość absurdalna sytuacja z 5. minuty, kiedy to Świderskiemu udało się zablokować próbę wykopania piłki przez bramkarza gości, Krawczyka. Odbita od Świderskiego piłka minęłaby minimalnie bramkę Tomasovii, dlatego też napastnik dogonił ją, utrzymał w boisku i próbował strzelać z ostrego kąta, ale obrońca Tomasovii zdążył wrócić i ochronić krótki słupek - skończyło się tylko kornerem. Stal miała w tej połowie parę groźnych sytuacji (Tomasovia nie za bardzo zapuszczała się w pole karne przeciwników), aż w 34. minucie Świderski dostał w polu karnym podanie od Kiełbasy, wyprzedził pilnujących go obrońców i strzałem w krótki róg pokonał z bliska Krawczyka, a z głośników rozległo się Seven Nation Army.

W drugiej połowie to Stal nadal atakowała, a w 59. minucie podwyższyła prowadzenie. Po centrze z rzutu rożnego, z odległości 2 metrów piłkę do bramki skierował głową Hudzik - wyraźny błąd popełnił tu bramkarz, który w pewnym momencie zrezygnował z wyjścia do dośrodkowania (no cóż, 2. metr to raczej obszar, gdzie bramkarz powinien zbierać wrzutki) i nie zdążył już potem z interwencją. Pierwszą godną wspomniania akcję Tomasovia wyprowadziła w 71. minucie gdy po wrzutce w pole karne strzał głową Smoły minimalnie minął bramkę (przy czym Smyłek - bramkarz Stali - dość bezpieczenie asekurował tę piłkę). W 85. minucie Stal podwyższyła na 3:0, głównie za sprawą wprowadzonego parę minut wcześniej Drobota. Gracz Stali pociągnął lewym skrzydłem prawie do linii końcowej, następnie pewnie wystawił piłkę przed bramkę, a tam z 2 metrów skierował ją do pustaka Duda. Żeby nie było jednak tak różowo, Stali nie udało się utrzymać w tym meczu czystego konta - w 90. minucie gospodarze (a konkretnie Hudzik) zaliczyli głupią stratę na własnej połowie, a goście wyprowadzili szybką kontrę, po której Smyłka pokonał gracz Tomasovii Tomaszów o nazwisku Tomaszewski.

next  prev