 |
Chojniczanka Chojnice - Hutnik Kraków 3:2 (0:1)
02.04.2022 19:30
Stadion Miejski Chojniczanka 1930, Chojnice
eWinner 2. liga
Widzów:
524
Cena biletu:
20 zł (normalny)
| |
Nie wiem czemu, ale nazwa Chojniczanka Chojnice często budzi śmiech wśród osób, które nie za bardzo interesują się piłką nożną. A dla mnie był to jeden z celów turystycznych, który w końcu udało mi się zrealizować.
| | Dotarcie na mecz |
    |
Po meczu kujawsko-pomorskiej okręgówki, udałem się piechotą na dworzec kolejowy Bydgoszcz Główna. Ze zdziwieniem stwierdziłem, że rzeczywiście przypomina on maszynę do szycia, a raczej wielki zszywacz. O 13:55 wsiadłem w pociąg lokalnego przewoźnika Arriva (no dobra, nie jest on taki lokalny, ponieważ jest to filia Deutsche Bahn - ale jest on lokalny w tym sensie, że miałem okazję nim podróżować jedynie w rejonie województwa kujawsko-pomorskiego) relacji Bydgoszcz Główna - Chojnice. Trasa była bardzo ciekawa, ponieważ tego typu pociąg zatrzymuje się kolejno w każdej wsi/miasteczku, które znajdują się na trasie, o ile tylko znajduje się tam stacja.
Po dojechaniu do stacji docelowej, pokontemplowałem chwilę okolicę (całkiem ładny budynek dworca, obecnie jednak niemal całkowicie wyłączony z użytku, poza obskurną poczekalnią wielkości kuchni w gomułkowskim mieszkaniu) i udałem się do swojego jednogwiazdkowego hotelu umieszczonego w ciekawym, XIX-wiecznym budynku. W pobliżu znajdował się stadion Kolejarza Chojnice, na którym nawet odbywał się mecz - ku mojemu zaniepokojeniu, ponieważ dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, że nawet nie przyszło mi do głowy, żeby przed przyjazdem do Chojnic zrobić porządny research terminarza rozgrywek. Na szczęście okazało się, że był to mecz B-klasowych rezerw Kolejarza, na którego zobaczenie prawdopodobnie bym się nie zdecydował, nawet gdybym wiedział o nim wcześniej. Przed samym meczem miałem okazję pospacerować po Chojnicach, zobaczyć Rynek, Ratusz, Bazylikę Mniejszą (Bazylika Ścięcia św. Jana Chrzciciela), XIV-wieczne mury miasta, Bramę Człuchowską, jest tu trochę do oglądania. Najciekawsze jest to, że pokonanie na piechotę dystansu pomiędzy Rynkiem a stadionem Chojniczanki zajmuje... minutę (zdjęcia z drona, na których widać stadion w Chojnicach tuż obok Starego Miasta wyglądają znakomicie).
| | Stadion |
    |
Jak zdążyłem wspomnieć, stadion w Chojnicach położony jest bardzo malowniczo, bo tuż obok Rynku. Sam stadion nie jest cudem architektury, ale jest skrojony idealnie pod potrzeby klubu balansującego między drugim a trzecim poziomem rozgrywkowym. Stadion składa się przede wszystkim z trybuny południowej położonej wzdłuż linii bocznej boiska, mieszczącej ok. 2500 widzów. Patrząc od strony budynku klubowego, pierwsze 7 sektorów trybuny jest objęte zadaszeniem (jest to niedroga konstrukcja, co wiąże się m.in. z tym, że jest ona podtrzymywana przez szereg słupków, które nieco przesłaniają boiskowe wydarzenia) - w tym oczywiście położony na samym środku trybuny sektor VIP, na którym zamiast zwykłych krzesełek znajdują się porządne fotele. Zadaszenie nie obejmuje 5 kolejnych sektorów piknikowych oraz sektora dla Młynu, który znajduje się na zakręcie trybuny za narożnikiem. Naprzeciwko trybuny głównej znajduje się sektor gości, zaskakująco przyzwoity, bo położony wzdłuż linii bocznej (nie gdzieś w rogu) i dość pojemny (w porównaniu z definiowanym poprzez odpowiednie regulacje minimum przyzwoitości). Za sektorem gości wznosi się dość nietypowa pudełkowata wieża , na której znajdują się stanowiska dla mediów oraz kamerzystów (dzięki czemu transmisje z Chojnic są dużo lepsze niż np. z Niepołomic, czy Grudziądza, gdzie potencjał infrastrukturalny jest podobny).
Na wspomnianej wieży znajduje się też bardzo porządna tablica wyników (pełnowartościowy telebim), a obok niej specyficzny telebim o proporcjach typowej reklamowej belki umieszczanej na stronach, czy też forach internetowych. I rzeczywiście, takie było jej przeznaczenie - przez cały mecz wyświetlano na niej reklamy. Bo rzeczą charakterystyczną dla Chojniczanki jest wszechobecność sponsorów i ich reklam - nie wiem, czy wynika to z rzeczywistego entuzjazmu lokalnego biznesu, czy z chłodnej ekonomicznej kalkulacji sugerującej, że wyłamanie się z tego układu może kosztować więcej niż wynosi koszt sponsoringu. Niezależnie od przczyn, skutek jest taki, że Chojniczanka może poszczycić się absolutnie abstrakcyjną liczbą sponsorów. Koszulki Chojniczanki są pokryte różnymi logotypami niczym typowe koszulki siatkarskie, a 1/3 powierzchni plakatów zapraszających na dzisiejszy mecz (niestety, były one poprzyklejane do słupów w taki sposób, że nie dało się żadnego z nich zabrać na pamiątkę) zajmowała drobna siatka wszystkich znaków graficznych należących do firm wspierających finansowo Chojnę. Przestrzeń wokół boiska też jest pozapełniana wszechobecnymi bilboardami, a najdziwniejszym doświadczeniem było wysłuchiwanie przed meczem spikera, który wymieniał wszystkich sponsorów, dzieląc ich na platynowych , złotych i srebrnych w zależności od ich stopnia wtajemniczenia. Nie mierzyłem tego co prawda ze stoperem w ręku (zbyt późno się zorientowałem, że było warto), ale wydaje mi się, że wymienienie wszystkich sponsorów zajęło co najmniej 10 minut.
I to absolutnie nie jest tak, że się naigrywam z Chojnic, a wręcz przeciwnie - są one absolutnym ewenementem w kraju, gdzie głównymi sponsorami kopania piłeczki są zwykle Urząd Miasta, Urząd Gminy, Urząd Powiatu i lokalne przedsiębiorstwa komunalne. Poza tym, w Chojnicach jako jaskrawy kontrprzykład wskazuje się Bytów (podobnie jak Chojnice, jest to niezbyt znane reszcie kraju miasto powiatowe w woj. pomorskim), gdzie uzależnienie od jednego dużego sponsora spowodowało ostatecznie spektakularny upadek klubu.
| | Atmosfera |
    |
Dzisiejszy mecz zgromadził 524 widzów - w tym 8 gości z Krakowa i 1 randomowego turystę piłkarskiego, co oznacza, że na mecz pofatygowało się jakieś 515 fanów lokalnej drużyny. Jeśli mamy rozsądzić, czy to dużo, czy mało - na pewno należałoby się spodziewać ich więcej na meczu drużyny walczącej o awans do Fortuna 1. Ligi. Z drugiej strony, w Polsce w ten weekend miał miejsce ostatni kontratak zimy, który spowodował, że temperatura po zmierzchu spadła do poziomu -1'C. A tak się składa, że Chojniczankę założono w 1930 roku, z którego to powodu jej mecze zwykle rozpoczynają się właśnie o niezbyt dogodnej godzinie 19:30. Oczywiście ujemna temperatura to coś, co może doprowadzić do przerzedzenia stanu pikników, ale nie prawdziwych fanów - problem jednak w tym, że o 20:00 rozpoczął się mecz Legia - Lechia, który niektórzy Chojniczanie oglądali pewnie z perspektywy sektora gości na Ł3, a niektórzy w telewizji. Los okazał się sprawiedliwy dla tych, którzy postanowili wspierać lokalny futbol - Chojna bowiem wygrała 3:2, a Lechia przegrała na Łazienkowskiej 1:2.
Nie jestem w stanie powiedzieć wiele o dopingu na tym meczu - z perspektywy trybuny piknikowej muszę powiedzieć, że nie działo się zbyt wiele. Na dodatek, w kasie biletowej przydzielono mi miejsce, przed którym znajduje się transparent KLUB SENIORA MKS CHOJNICZANKA , co oznacza, że znalazłem się w pikniku pikniku (Piknik²). Nie narzekam jednak na miejsce, jakie mi przypadło, ponieważ dzięki rozmowom z lokalnymi seniorami, dowiedziałem się paru użytecznych rzeczy dotyczących aktualnej sytuacji MKS-u. Jeśli chodzi o jakąkolwiek rzecz, która wyróżniała ten piknik od jakiegokolwiek innego, był... nie wiem jak to wyrazić, powiedzmy, że chodzi o istnienie pewnej dozy krytycyzmu. Chodzi mi m.in. o następującą wymianę zdań: - Strzelaj!!!1! - Jakie, kurwa, strzelaj? Z czego miał niby strzelać? Kurwa, wszyscy trenerzy, wszyscy mądrzy, jak zwykle Kibice Hutnika wznosili dość często okrzyki wspierające HKS, przy czym, biorąc pod uwagę, że było ich tylko 8 (albo aż 8, biorąc pod uwagę przebyty dystans), nie niosło się to mocno po całym stadionie, a ja nie dosłyszałem nic, co było warte szczególnego odnotowania. W sumie, podobnie w przypadku młyna gospodarzy, który pojawił się mniej więcej w środku 1. połowy - śpiewali oni rzeczy albo dość standardowe, a jeśli bardziej złożone, ale dla mnie i tak niedosłyszalne. Ze swojej strony mogę powiedzieć, że zdarzało się, szczególnie w drugiej połowie, że piknik się aktywizował - ale wykrzykiwano wtedy w zasadzie wyłącznie CHOJ-NI-CZAN-KA! CHOJ-NI-CZAN-KA! .
Na stadionie znajdowało się też stoisko z pamiątkami, z dość bogatym wyborem różnych gadżetów. Niestety, ze względów (prawdopodobnie) bezpieczeństwa, w sprzedaży nie było mojego ulubionego gadżetu, jakim jest kubek (kubek dostępny był w sklepie stacjonarnym, który jednak zgodnie z informacją z Internetu, w sobotę był czynny jedynie do 13:30) - dlatego zdecydowałem się na standardowy szalik-pasiak. Dodatkowo, klub na stadionie kusi reklamami własnych energetyków o nazwie SIŁA TURA , jednak aktualnie ich nakład chyba został wyczerpany.
| | Mecz |
    |
Sytuacja przed dzisiejszym meczem wyglądała w ten sposób, że Chojniczanka znajdowała się na miejscu premiowanym awansem (z niewielką przewagą nad peletonem, za to z dużą stratą do liderującej Stali Rzeszów), za to Hutnik znajdował się w strefie spadkowej, z coraz mniejszymi szansami na dogonienie 14. lokaty. Należy więc napisać tu truizm, że obydwu drużynom bardzo zależało na zwycięstwie.
Dość nieoczekiwanie, zaczęło się wprost idealnie dla gości. Już w 4. minucie po wrzutce w pole karne i niefortunnym wyblokowaniu zagrania w stronę bramki przez jednego z obrońców Chojny, piłka spadła na 5. metr, gdzie dopadł do niej Krzysztof Świątek - kapitan biało-błękitno-niebieskich (to oficjalne barwy Hutnika - przyznam szczerze, że to rozróżnienie na dwa odcienie niebieskiego trochę mnie śmieszy) wyprowadził HKS na prowadzenie. Później przez całą pierwszą połowę Chojniczanka w zasadzie prowadziła grę, ale dominowała mniej więcej do 20. metra przed bramką gości. Podopieczni Kafarskiego nie za bardzo jednak mieli pomysł na wykończenie - nawet gdy dotarli z piłką w pole bramkowe, nie udało im się wtedy oddać celnego strzału na bramkę Frasika. Jest takie wyświechtane sformułowanie próbować wejść z piłką do bramki , które w tym przypadku było wyjątkowo adekwatne. Wspomniany wcześniej w relacji emeryt na pikniku mógł sobie krzyczeć Strzelaj!!!1! ale naprawdę nie było z czego, bo wszystkie próby były wyblokowywane.
Druga połowa zaczęła się dla gospodarzy bardzo szczęśliwie, ponieważ w 48. minucie jeden z obrońców Hutnika w walce o górną piłkę zupełnie niepotrzebnie kopnął w polu karnym Mikołajczyka (nie mylić z dość znanym napastnikiem Mikołajczakiem, bo ten wszedł na boisko dopiero 20 minut później), a jedenastkę niezbyt dobrym strzałem wykorzystał Pląskowski. Bramka zupełnie odmieniła oblicze Chojniczanki, ponieważ gospodarze zaczęli grać z polotem, a goście zaczęli się gubić. Gościom nie pomagał też za bardzo sędzia, który zdecydowaną większość sytuacji stykowych gwizdał po myśli gospodarzy - co więcej, w 63. minucie miała miejsce zmiana sędziego (główny arbiter zgłosił jakiś uraz, choć z perspektywy trybun nie wyglądało to jakby się cokolwiek stało) i ten rezerwowy również gwizdał raczej po myśli gospodarzy. W 70. minucie po wrzutce w pole karne Sam van Huffel bardzo dobrym strzałem głową wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. Kilka minut później Holender mógł zamknąć mecz, ale w sytuacji sam na sam z Frasikiem posłał piłkę minimalnie obok słupka.
Pod koniec meczu gospodarze skupili się na bronieniu skromnego prowadzenia, za co w końcu zostali pokarani - po wrzutce Jaklika na długi słupek piłkę do bramki skierował głową z bliskiej odległości Lelek. Piłkarze Hutnika chwilę poświętowali gola wyrównującego, a potem... kilka sekund po wznowieniu ze środka Chojniczanka wywalczyła rzut rożny, po którym zdobyła zwycięskie trafienie. Sytuacja była nieco kontrowersyjna, ponieważ w tej sytuacji mógł mieć miejsce zarówno faul na bramkarzu w polu bramkowym, jak i parę sekund później spalony (ale z perspektywy liniowego sytuacja była chyba czysta), ale koniec końców bramka głową Olszewskiego z 5 metrów (obrońca Chojniczanki, który sezon 2020/21 rozegrał w Hutniku) została uznana. Chojniczanka dociągnęła kolejny dość szczęśliwy rezultat i patrząc na obecną sytuację Ruchu Chorzów, jest ona coraz bliżej awansu do 1. Ligi.
|
| |
| |
  
|
|