 |
ITS Jeziorak Iława - GKS Wikielec 1:2 (0:2)
15.09.2019 16:00
Stadion Miejski w Iławie
forBET 4. liga warmińsko-mazurska
Widzów:
500-700
Cena biletu:
10 zł (normalny)
| |
Gdzie leży Jeziorak? Proste, przy mieście Iława. W szkole za tę wiedzę dostałem na geografii plusika, choć oczywiście nie umiałbym pokazać na mapie, gdzie dokładnie leży jedno albo drugie. Przyszła pora nadrobić i te zaległości.
| | Dotarcie na mecz |
    |
W tamtych szkolnych czasach, żeby klub piłkarski ściągnął na siebie moją uwagę, musiał grać co najmniej na trzecim poziomie rozgrywkowym. Lata świetności jednak już minęły, ponieważ Jeziorak ostatni raz na szczeblu centralnym/półcentralnym grał w sezonie 2011/12, kiedy to spadł z 2. ligi. Potem miały miejsce problemy organizacyjne, tułanie się po okręgówkach, aż wreszcie twardy reset i start od B-klasy w 2014 roku jako ITS Jeziorak Iława.
Do Iławy dojechałem pociągiem Przewozów Regionalnych, relacji Gdynia Główna - Olsztyn Główny. Wsiadłem do niego na stacji Gdańsk Wrzeszcz o 13:08, a wysiadłem na stacji Iława Miasto mniej więcej o godzinie 15. Możliwość wysiadki na stacji Iława Miasto była dla mnie wielką zaletą, ponieważ stadion znajduje się dosłownie tuż obok stacji. Dla tych, którzy nie mają wyobrażenia, jak bardzo dosłownie należy w tym przypadku brać słowo dosłownie : otóż według Google'a odległość od wyjścia z tunelu podziemnego pod stacją do bramy głównej stadionu to 32 metry. Pełen komfort , tylko co zrobić z godziną wolnego czasu?. Zakupiłem w kasie bilet i otrzymałem zapewnienie, że na stadionie będzie prowadzona sprzedaż pamiątek. Zaczęło się więc doskonale.
| | Stadion |
    |
Stadion Miejski w Iławie. Położony raczej na peryferiach Iławy, choć nazwa stacji Iława Miasto mogłaby sugerować coś innego (od stacji Iława Miasto bardziej główna jest na pewno Iława Główna). Stadion posiada dwie trybuny - trybuna wschodnia to trybuna przeznaczona dla fanatyków, ale z racji tego, że fanatyzm trochę z miasta wywietrzał, była ona tego dnia zamknięta dla widzów. Dzięki temu nikt nie przesłaniał zgrabnego napisu JEZIORAK złożonego z jasnoniebieskich krzesełek widniejącym na tle krzesełek w kolorze białym. Nie wiem. jaki jest komfort zasiadania na tej trybunie, ale zapewne wyższy niż na trybunie zachodniej. Trybuna składa się z chyba jedenastu rzędów biało-niebieskich krzesełek; przerwy pomiędzy tymi rzędami są nieduże, a schodów przedzialających trybunę jest mało. Sprawia to, że po usiąściu na danym miejscu można się z niego ruszyć dopiero w przerwie meczu, chyba że ktoś nie ma obiekcji związanych z przepychaniem innych widzów podczas przechodzenia. Jakby tego było mało, nieopodal miejsca, na którym zasiadłem, w trybunie znajdowała się przerwa, ponieważ... rosło tam drzewo. W sumie, bardzo szanuję takie podejście do natury. Tyle tylko, że w moim rzędzie najkrótsza droga do schodów wymagała przeciśnięcia się obok drzewa, a miejsca było tam na tyle mało, że widzowie zwykle robili to metodą na dendrofila - obłapiając je obydwiema rękami.
Na środku trybuny znajdował się sektor zadaszony, który liczył co najmniej 400 miejsc. Zadaszenie było dość proste, ponieważ był to blaszany dach wsparty filarami. Filary te były na szczęście cienkie, więc zapewne nie przesłaniały widzom wydarzeń meczowych. Nieco za trybuną znajduje się klubowy budynek, który wygląda jak dom wczasowy wybudowany za czasów gierkowskiej prosperity (dla tych, którzy byli kiedyś na stadionie w Wołominie - o, to właśnie coś takiego). Muszę pochwalić znajdującą się na nim tablicę wyników oraz bardzo kreatywny sposób, w jaki zapewniono oddzielenie piłkarzy (i przede wszystkim sędziów) poruszających się pomiędzy boiskiem a budynkiem od kibiców. Sposób raczej niskobudżetowy, za to kreatywność na wysokim poziomie.
A przede wszystkim, muszę pochwalić stoisko grillowe (dobra gięta za 6zł) oraz stoisko z pamiątkami. Ale pamiątki chyba powinny wejść do sekcji Atmosfera .
| | Atmosfera |
    |
W trakcie moich wycieczek piłkarskich często zastanawiam się - czy na mecz danego klubu można wejść z pamiątkami innego klubu (zwykle chodzi o kubek, ewentualnie o szalik)? Oczywiście, jest to z mojej strony niepotrzebne komplikowanie sobie życia, ponieważ ochronę bardzo mało obchodzi to, co mam w plecaku... a przynajmniej dopóki nie ma w nim alkoholu ani pirotechniki. Jeśli chodzi o czepianie się kubków, to jest to zazwyczaj czepianie się samego faktu wnoszenia na mecz przedmiotu, którym można znokautować piłkarza, niezależnie od tego, jaki logotyp znajduje się na naczyniu. A poza tym, wniesienie kubka Lechii na mecz Jezioraka nie jest raczej żadnym problemem, ponieważ z tego co widzę, Iława jest obecnie fanclubem Lechii. Na trybunie widziałem nawet parę osób w biało-zielonych szalikach. Fakt, że w Iławie dużo większy fanatyzm jest związany z Lechią niż z Jeziorakiem, rzutował niestety na klimat dzisiejszego meczu.
Jeśli chodzi o pamiątki, do wspomnianego kubka Lechii (zakupionego poprzedniego dnia) dodałem pamiątki związane bezpośrednio z dzisiejszym meczem. Na tyłach trybuny na pół godziny przed meczem rozstawiło się świetnie wyposażone stoisko, na którym można było kupić kubki, koszulki, szaliki, magnesy, piny, smycze, skarpetki i różne inne tego typu rzeczy. Zdecydowałem się na kubek oraz na szalik, a swojemu bratu kupiłem w ramach prezentu skarpetki z klubowym herbem. Gadżety były super, choć trochę na minus należy ocenić fakt, że zarówno na szaliku, jak i na kubku znajdowały się podpisy sezon 2018/19 . Jesienią 2018 oczywiście czyniło to z gadżetów bardzo chodliwy towar. Jesienią 2019 zapewne działa to już na odwrót.
W związku z derbami (takim mianem określił ten mecz spiker stadionowy) na trybunach pojawiło się całkiem dużo osób, na moje niewprawne oko jakieś 600-700, jednak na meczu panowała atmosfera piknikowa. Kibice żywo dyskutowali o wydarzeniach meczowych (niektórzy wykazywali się również dużym znawstwem, jeśli chodzi o piłkarzy z Wikielca), ale właściwie przez cały mecz nie uświadczyłem zorganizowanego dopingu aż do doliczonego czasu 2. połowy, kiedy po golu kontaktowym dla gospodarzy cała trybuna zaczęła skandować Jeziorak, Jeziorak! . (ponadto, ok. 75. minuty piłkarze Jezioraka zmarnowali taką sytuację, że z trybuny rozległ się zgodny i chóralny okrzyk Kuuuurwa ).
Zorganizowanego dopingu właściwie nie było, ale bynajmniej nie oznacza to, że kibice spokojnie oglądali mecz. Wielu z nich angażowało się w akcje, krzycząc w stronę boiska przeróżne odpowiedzi i sugestie. Jednak obiektem największego zainteresowania pod koniec pierwszej połowy stał się sędzia. Najpierw podgrzał on atmosferę na trybunie, kiedy parę razy puścił grę, choć Jeziorakowi należał się rzut wolny na połowie Wikielca (w tym nie odgwizdał ewidentnego zagrania ręką na 30. metrze). Aż nastała 41. minuta, kiedy za niebezpieczne zagranie nakładką drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę dostał Radosław Galas z Jezioraka. Kartka była co prawda słuszna, ale wiadomo, jak to podziałało na widzów. Zaczęły się komentarze o Piłkarskim Pokerze bluzgi nt. kurwy jebanej , czy w końcu niemalże groźby karalne.
W przerwie usunąłem się z sektora piknikowego, bynajmniej nie ze względu na bluzgi - jak już, bardziej odstraszały mnie wypalane na sektorze fajki. Przede wszystkim jednak postanowiłem obejrzeć drugą połowę z perspektywy wysokiego nasypu ziemnego, z którego roztaczał się dobry widok na główną trybunę i na boisko (choć znajdowałem się tym samym 50 metrów za bliższą bramką). Wcale nie był to oryginalny pomysł, ponieważ wraz ze mną z tego pagórka mecz oglądało kilkadziesiąt osób (brzmi to tak, jakby widzami tymi kierowała cebulowa chęć zaoszczędzenia 10zł, jednak w rzeczywistości ten wał ziemny również jest położony na terenie stadionu). Tuż obok mnie stało kilkoro kibiców gości - byli oni dość incognito, ponieważ nie posiadali żadnych barw, ale z ich rozmów i reakcji jednoznacznie wynikało, że kibicują piłkarzom z Wikielca. Gości można było dostrzec również na trybunie VIP, gdzie znajdowało się ich co najmniej kilkunastu - w tym nawet parę osób w szalikach GKS-u.
| | Mecz |
    |
Przed meczem sytuacja w forBET IV lidze wyglądała następująco - otóż Jeziorak zajmował 3. lokatę z 13 punktami zdobytymi w 6 meczach. Nieźle, całkiem nieźle, ale za to zespół z Wikielca miał po 6 kolejkach komplet zwycięstw i bilans bramkowy 20-4. A sytuacja na boisku wyglądała przed meczem następująco - wiatr wiał na tyle mocno, że ruszał ławkami rezerwowych (ktoś z trybun krzyknął w końcu Chłopaki, koniec tej rozgrzewki, siadajcie na tej ławce ). Losowanie okazało się szczęśliwe dla gości, ponieważ w pierwszej połowie to Jeziorak grał pod wiatr.
Wszystko więc wskazywało, że to goście będą przeważać w pierwszej połowie - i tak było rzeczywiście. Objęli prowadzenie już w 6. minucie, kiedy po wrzutce z kornera bramkarz Jezioraka Malanowski w walce o piłkę z Baranowskim tylko odbił piłkę, a ta spadła pod nogi Górskiego, który strzelił do odsłoniętej bramki. W 17. minucie Suchocki po wrzutce z wolnego strzelał głową obok bramki. W 32. minucie ten sam zawodnik miał kolejną taką sytuację, ale również strzelił obok bramki. Po tej sytuacji sędzia wskazał na rzut rożny, a więc jest całkiem prawdopodobne, że to nie był strzał Suchockiego, a wybicie obrońcy - tyle że z tej odległości tego nie dostrzegłem. W każdym razie, po tym rzucie rożnym Wikielec prowadził już 2:0. Po wrzutce w pole bramkowe w okolicy dalszego słupka pojedynek główkowy z obrońcą Jezioraka wygrał nabiegający Bartkowski.
Wikielec nie grał tego dnia jakiejś wielkiej piłki - co prawda w poczynaniach graczy w czerwonym było widać więcej pewności, ale stawiali dziś głównie na defensywę i kontry. Gra przez większość czasu toczyła się więc na połowie Wikielca, gdzie Jeziorak konstruował swoje ataki dość chaotycznie i nie wiem, czy udało się im oddać w pierwszej połowie celny strzał. Gra Jezioraka zaczęła wygladać w miarę obiecująco, gdy GKS prowadził już 2:0. Aż przyszła wspomniana już wcześniej 41. minuta, kiedy w niebezpieczny sposób nakładką zagrał Galas. Z racji tego, że piłkarz miał już na koncie żółtą kartkę (złapaną minutę wcześniej i chyba niepotrzebną), sędzia odesłał go do szatni.
W drugiej połowie dobór taktyki obydwu drużyn był raczej oczywisty - Jeziorak atakował, Wikielec grał z kontry. Jeziorak zaatakował większą liczbą graczy, ale z racji tego, że tych graczy nie miał już do dyspozycji tak dużo, nie dochodził do klarownych sytuacji. Goście stawiali po prostu na kontry i długie piłki. I właśnie w ten sposób wyprowadzili akcję w 67. minucie - Rosoliński dostał świetną długą piłkę i biegł w kierunku bramki gospodarzy, przed sobą mając już tylko Malanowskiego. Sytuację uratował goniący go Foj, który w polu karnym w ostatniej chwili zablokował ofiarnym wślizgiem strzał. W 70. minucie dobrą okazję miał Jeziorak - z rzutu wolnego strzelał Madej. Wybrał on rozwiązanie nieszablonowe, ponieważ strzelił nie nad murem gości (odkąd w piłce zapanowała hipsterska moda na stawianie przy rzucie wolnym murów przez obydwie drużyny, należy takie rzeczy podkreślać), a obok niego, w długi róg bramki strzeżonej przez Mazurowskiego. Były bramkarz Jezioraka nie okazał się tajną wtyką gospodarzy i obronił ten strzał. W 75. minucie Jeziorak powinien był już zdobyć bramkę kontaktową, bo po rzucie rożnym z kilku metrów przestrzelił Madej (to właśnie wtedy z pikniku padło chóralne Kuuuurwa! ). W 79. minucie układ sił na boisku się wyrównał, ponieważ po przepychance drugą żółtą kartkę zobaczył Bartkowski z Wikielca. Jeziorak trafił do bramki gości dopiero w doliczonym czasie gry. - z jakichś 40. metrów wrzucał Kowalski, a Kressin świetnym strzałem głową zmniejszył rozmiary porażki.
I taka ciekawostka - w drużynie GKS-u 68 minut rozegrał... Remigiusz Sobociński. Tak, ten Remigiusz Sobociński z Amiki Wronki, który w 2003 roku zaliczył 4 asysty w meczu z GKS-em Dospel Katowice (tak brzmiała wtedy oficjalna nazwa zespołu). Dziś Remik ma 45 lat i jak widać, nadal gra w piłkę na poziomie w miarę profesjonalnym. A przy okazji inna ciekawostka - jest on wychowankiem Jezioraka.
|
| |
| |
  
|
|