 |
Trawena Trawniki - Ludwiniak Ludwin 5:7 (3:3)
19.05.2019 12:00
Stadion w Trawnikach
Klasa A, gr. Lublin III
Widzów:
~150
Cena biletu:
co łaska (zbierane w trakcie meczu)
| |
Po przeróżnych wycieczkach krajowych i zagranicznych nadszedł moment, by zwiedzić trochę własnego powiatu. Dziś relacja z meczu lubelskiej A-klasy w miejscowości o bardzo piłkarskiej nazwie. (Disclaimer - zdjęcie w miniaturce przy tytule ukradłem z Google Maps, ponieważ moje nie wyszło)
| | Dotarcie na mecz |
    |
Spędzałem ten weekend w domu i stwierdziłem, że warto będzie spożytkować niedzielę na to, by poobcować trochę z lokalnym futbolem, a przy okazji zwiedzić trochę powiat świdnicki. Do Trawnik dostałem się koleją - o 11.18 wsiadłem na stacji Świdnik Wschód w pociąg Polregio relacji Lublin - Chełm. O 11.41 wysiadłem na stacji Trawniki i udałem się szybkim marszem na miejscowy stadion. Zdaję sobie sprawę, że nikt pewnie nie słyszał o Trawnikach (mogą kojarzyć się z niemieckim obozem pracy, w którym w trakcie II wojny światowej zginęło do kilkunastu tysięcy ludzi), ale to wcale nie jest pierwsza lepsza wioska - to miejscowość, która ma codzienne bezpośrednie połączenia kolejowe zarówno z Warszawą, jak i z... Kijowem. Budynek stacji jest bardzo ładny, ale niestety, ledwo czynny (przynajmniej jeśli chodzi o funkcje kolejowe, ponieważ w budynku działają też normalnie sklep spożywczy i zakład fryzjerski). Dworcowa oczekalnia zasługuje na ocenę dopuszczającą o ile uznamy, że ciecz rozlana na podłodze to nie to, o czym myślę, a kasa była zamknięta (gdy zajrzałem przez przybrudzone okienko kasowe, ujrzałem wiszący na ścianie kalendarz z datą 30 kwietnia 2018 roku).
Trawniki leżą nad Wieprzem. Wbrew polskiej (i ogólnie słowiańskiej) tradycji, zgodnie z którą klub piłkarski często otrzymuje swoją nazwę od rzeki, nikt w Trawnikach nie wpadł na to, żeby nazwać klub Wieprz . Ale nie tylko Trawniki wzgardziły Wieprzem - rzeka ma 303 kilometry, ale żadna z miejscowości, przez którą płynie, nie uhonorowała jej poprzez umieszczenie w nazwie klubu piłkarskiego. No dobra, skoro już ustaliliśmy, że klub nie nazywa się Wieprz, to może wytłumaczę, dlaczego nazywa się Trawena. Otóż nazwa klubu z Trawnik wzięła się od tutejszych zakładów dziewiarskich Trawena , które funkcjonowały tu w czasach PRL. Firma ta wciąż istnieje, ale prawdopodobnie w trawnickim zakładzie nic się już nie dzieje.
| | Stadion |
    |
Stadion w Trawnikach zgodnie z informacjami na Google Maps nosi nazwę Boisko piłkarskie w Trawnikach . Ale ja będę używał nazwy Stadion . A więc stadion położony jest na krańcu miejscowości, w pobliżu torów kolejowych oraz zakola Wieprza. Posiada jedną zadaszoną trybunę liczącą trzy rzędy miejsc. Trybuna znajduje się na pewnym podwyższeniu względem boiska, co jest plusem, jeśli chodzi o widoczność, z kolei minusem jest fakt, że zadaszenie wspierane jest przez wiele słupków, które przesłaniają widok. W każdym razie, ja zapoznałem się z wygodami trybuny dopiero w drugiej połowie, ponieważ pierwszą postanowiłem oglądać jak prawdziwy fan futbolu, czyli na stojąco i po drugiej stronie boiska. Stoi sie tam dwa metry od linii bocznej, za niedużym ogrodzeniem wysokości 1 metra (w ten sposób oprócz mnie mecz oglądało jeszcze jakieś 30 osób). Stojąc w tym miejscu, udało mi się zrobić wiele udanych zdjęć i nabawić się oparzeń od słońca.
Stadion posiada dobre nagłośnienie (trochę szkoda, że spiker w trakcie meczu wymieniał strzelców bramek jedynie po stronie gospodarzy, ale może wynikało to z lepszej znajomości własnej drużyny) oraz tablicę wyników. Tablica wyników znajdowała się na ścianie budynku klubowego stojącego dobre kilkanaście metrów za linią końcową boiska, ale była dobrze widoczna z trybuny (jej częstotliwość nie pozwoliła mi jednak na zrobienie zdjęcia, na którym widać by było cały wynik). Co mi się w niej szczególnie podobało, kiedy wybiła 90. minuta meczu, zegar na tablicy nie zatrzymał się, dzięki czemu było wiadomo, którą mamy minutę doliczonego czasu. Inna sprawa, że to chyba nie było zamierzone działanie, ponieważ kilka minut po zakończeniu meczu czas na tablicy nadal leciał.
| | Atmosfera |
    |
Pełną nazwą klubu jest LKS Trawena Trawniki, czyli Ludowy Klub Sportowy. Ot, lokalny LKS, nikt nie powinien spodziewać się tutaj fanatyków, młynów i szalików (na trybunach nie widziałem żadnych barw, więc nie pytałem nikogo o dostępność szalików). Klub jest lokalną rozrywką mieszkańców; na dzisiejszym meczu widziałem cały przekrój społeczności Trawnik. Już idąc na mecz, widziałem starszego pana, który zmierzał w kierunku boiska z piwem w reklamówce - mijał go młody chłopak na rowerze i wyraźnie słyszałem, jak pozdrawiał go słowami Biało-Niebiescy! . Ponadto mijałem rodzinę z paruletnią dziewczynką, która też wybierała się na mecz. Choć akurat kiedy w drugiej połowie zasiadłem na trybunie, okazało się, że trafiłem do dość jednolitego kulturowo sektora, ponieważ przy mnie byli w zasadzie sami lokalni koneserzy futbolu (i piwa) płci męskiej w wieku od kilkunastu do jakichś czterdziestu lat. Zajmowali się oni głównie komentowaniem zdarzeń boiskowych i rzucaniem różnych tekstów w kierunku boiska, często z wyrazami uznanymi za nieparlamentarne. Ale wszystko odbywało się w wesołej i pokojowej atmosferze; nawet gdy w 60. minucie przy stanie 3:4 sędzia pokazał graczowi gospodarzy kontrowersyjną czerwoną kartkę, te wszystkie hasła sędzia chuj były rzucane bardziej dla żartu, czy też jak kto woli, dla zasady. Przykładowe hasła rzucane w stronę boiska, które zapamiętałem: Nie rób tego więcej! (do piłkarza z Ludwina, który przy stanie 3:3 omal nie strzelił bramki)
Co będziesz wodę pił? Choć do nas na zimne piwko! (też do piłkarza z Ludwina)
... i tak dalej. Istniała również forma zorganizowanego dopingu, ponieważ koneserzy futbolu kilka razy zaintonowali Trawena Trawniki! Pam-pam, ram-pam-pam-pam! . W drugiej połowie szeregi kibiców zasiliła też grupa nastolatków w niebieskich dresach, którzy właśnie wrócili z meczu sekcji juniorskiej, dzięki czemu ogólna liczba zgromadzonych na stadionie kibiców mogła dobić do podanej przeze mnie liczby 150.
W trakcie drugiej połowy na trybunie miało miejsce jeszcze jedno ciekawe wydarzenie. Wstęp na mecz był co prawda bezpłatny i nie wydawano widzom żadnych biletów, jednak w trakcie drugiej połowy wzdłuż trybuny przeszedł kierownik drużyny, trzymając w ręku coś, co wyglądało niczym małe kuliste akwarium z pokrywką. Zbierał on od kibiców co łaska - ja wrzuciłem piątaka, ponieważ dzisiejsze widowisko na pewno na to zasługiwało.
| | Mecz |
    |
A propos widowiska - w życiu jeszcze nie widziałem takiej jazdy bez trzymanki, jak w tym meczu (co prawda zwykle oglądam mecze na wyższym poziomie rozgrywkowym niż siódmy, ale nadal wydaje mi się, że takie oświadczenie ma swoją wagę). Już w pierwszej swojej akcji, w 2. minucie meczu biało-niebiescy zdobyli gola - po wrzutce z kornera, jeden z graczy zgrał głową na długi słupek, a tam z bliksa strzelił do bramki Pasieczny. Przy okazji, okazało się, że ci w biało-niebieskich strojach to... goście z Ludwina. Gospodarze, wbrew swojemu przydomkowi, grali dziś w jednolitych czerwonych strojach, na których, co ciekawe, nie było herbów. Po 10 minutach było już 2:0. Jeden z piłkarzy gości wycofał piłkę przed pole karne, a tam świetnym strzałem w długi róg podwyższył prowadzenie Szymaniak. W 13. minucie mogło być już całkowicie po meczu, poieważ bramkarz Traweny, Nemeryszyn, sfaulował poza polem karnym napastnika Ludwiniaka. Sędzia był jednak bardzo pobłażliwy i dał za to jedynie żółtą kartkę, argumentując, że niedaleko znajdował się jeszcze obrońca gospodarzy. W 21. minucie bramkarz Traweny obronił w sytuacji sam na sam strzał, a potem jeszcze dobitkę Pasiecznego. Gospodarze jak na razie totalnie nie istnieli i zapowiadał się ich pogrom przed własną publicznością.
W 25. minucie Trawena strzeliła jednak bramkę kontaktową. Mrugała posłał daleki przerzut, a Bancerz znalazł się w sytuacji sam na sam z Macieńką. Bramkarz Ludwiniaka obronił pierwszy strzał, ale będąc na kolanach, przy dobitce z powietrza był już bezradny. W 30. minucie Trawena wyrównała - strzał sprzed pola karnego oddał Parada, a piłka po rykoszecie od obrońcy trafiła do osamotnionego Cieśli, który z kilku metrów pokonał bramkarza. Piłkarze gości byli wkurzeni na liniowego, który puścił tę akcję (według nich Cieśla był na spalonym), jednakże moja prywatna analiza HAR (Hamster Assistant Referee) wykazała, że sędzia podjął znakomitą decyzję. Nie mam za to pojęcia, czy prawidłowa była decyzja sędziego, kiedy ten dwie minuty później puścił również akcję na 3:2 (tak, Trawena wyszła na prowadzenie!). Po przeciągniętej wrzutce jeden z graczy Traweny zgrał piłkę w pole bramkowe, a tam swoją drugą bramkę strzelił Cieśla. Piłkarze z Ludwina reklamowali, że piłka wyszła w tej sytuacji za linię końcową. W każdym razie w 35. minucie i tak wszystko się wyzerowało po kontrze Ludwiniaka i strzale z linii pola karnego Pasiecznego. Pierwsza połowa skończyła się sprawiedliwym remisem 3:3.
W drugiej połowie pierwszą naprawdę groźną akcję mieli gospodarze - w 56. minucie po strzale z bliskiej odległości jednego z graczy Traweny bramkarz zdołał odbić piłkę, która przetoczyła się tuż obok słupka bramki. Tuż po tej akcji Ludwiniak miał kontrę, którą na bramkę strzałem z jakichś 13 metrów zakończył Czubacki. W 60. minucie miała miejsce duża kontrowersja. Zaczęło się od tego, że w środku pola został sfaulowany Klimkiewicz, a przynajmniej tak to wyglądało. Sędzia uznał jednak, że gracz Traweny symulował i ukarał go za to zagranie żółtą kartką. Kilkanaście sekund po wznowieniu gry ten sam Klimkiewicz, też w środku pola, sfaulował przeciwnika... i dostał za to drugą żółtą kartkę. Decyzja sędziego nie do końca do mnie przemawiała. Gospodarze grali więc w osłabieniu, a musieli atakować, co sprawiło, że odsłonili tyły - a Czubacki w ciągu następnych 10 minut skompletował klasycznego hat-tricka. Miał dwie sytuacje sam na sam - pierwszą, w 62. minucie wykończył znakomitym lobem, a drugą, z 70. minuty wykończył efektownym strzałem, który odbił się od poprzeczki i od murawy trawnika już za linią bramkową. Minutę później Trawena na pocieszenie dostała karnego. Z 11 metrów strzelał Olesz; bramkarz Ludwiniaka dobrze wyczuł jego intencje, jednak nie sięgnął piłki. Dla tych, którzy nie nadążają za opisem - było już 4:6. A w zasadzie 4:7, bo po dwóch minutach w zamieszaniu w polu karnym gola strzałem z woleja z najbliższej odległości strzelił Grzesiuk. W 88. minucie Trawena dostała kolejnego karnego, którego wykonał Bancerz, strzelając nie do obrony tuż pod poprzeczkę.
Mecz skończył się ostatecznie wynikiem 5:7 i po końcowym gwizdku właściwie nikt nie miał powodu do wstydu.
|
| |
| |
  
|
|