glownachomikmapatrocinytags
GKS Tychy - Chrobry Głogów 1:1 (1:0)
28.07.2018 19:00
Stadion Miejski w Tychach
Fortuna 1. Liga
Widzów: 5.405 albo 4.043
Cena biletu: 12 zł (normalny, trybuna Prosta)
         

Znowu Śląsk, tym razem kierunek Tychy - niestety, niższe ligi jeszcze nie grają, więc trzeba się zadowolić porządnym stadionem (Tychy były miastem-gospodarzem ostatnich ME U-21) i porządnym futbolem (Nice Fortuna 1. Liga z perspektywami na awans poziom wyżej).

Dotarcie na mecz
 

Zaczęło się od przyjazdu do Katowic pociągiem relacji Warszawa Wschodnia - Budapest Nyugati (props dla PKP za wagon zdeklasowany! i za bilet weekendowy, w ramach którego przyjechałem na Śląsk, wróciłem ze Śląska i jeździłem po nim łącznie za 81 PLN), z którego wysiadłem w Katowicach ok. 12. Stamtąd przemieściłem się do Zabrza, gdzie zakupiłem pamiątki związane z innym meczem, później powróciłem do Katowic, gdzie wspomniane pamiątki zostawiłem w hostelu. Ostatecznie do Tych dojechałem pociągiem Kolei Śląskich relacji Katowice - Tychy Lodowisko, wysiadając na stacji Tychy Zachodnie. Przy okazji, mogłem poczuć się wiecznie młody, ponieważ w Kolejach Śląskich jeszcze przysługuje mi zniżka dla osoby U-26.

Ze stacji udałem się w poszukiwaniu stadionu na piechotę - z początku nie byłem pewny azymutu, jednak ostatecznie postanowiłem podążać za dziewczyną w bluzie z wielkim Anty WRWE na plecach, dzięki czemu dotarłem w okolice Stadionu Miejskiego w Tychach (przy okazji googlowania nazwy stadionu, natrafiłem na ciekawą informację, jakoby koszt jego powstania wyniósł 1,289 mld PLN; wiem, że to nie jest wielki błąd i to kwestia złego postawienia przecinka... ale to mld też ktoś musiał napisać). W sklepiku klubowym na stadionie zakupiłem sobie wykonany zbyt porządnie jak na kibicowskie akcesorium szalik Trójkolorowi, a także szalik i parę klubowych energy drinków o nazwie Wilcza Energia. Napój pod względem walorów smakowych oceniam dość wysoko, pod względem szaty graficznej już nie tak bardzo, ponieważ logo drużyny na etykiecie jest dość dyskretne. Ze względu na to, że na pewno nie zostałbym wpuszczony na stadion ze wszystkimi tymi dobrami w plecaku, odniosłem swój bagaż do depozytu.

Przy okazji zakupu biletu poznałem nowy, chyba dość unikalny jak na Polskę punkt regulaminu stadionowego, który mówi, że osoby poniżej 18 lat na swoim pierwszym meczu muszą znajdować się pod opieką osoby dorosłej (ale tylko na pierwszym!). Stałem się więc tego dnia formalnym opiekunem dwóch uczniów, którzy przyszli na stadion po raz pierwszy, a stali akurat za mną w kolejce po bilety (jak na razie nie przyszło do mnie żadne wezwanie ani nic w tym stylu, więc myślę, że moi podopieczni nie spowodowali żadnego przypału).

Stadion
 
 

Nowy Stadion Miejski w Tychach został oddany do użytku w 2015 roku i kosztował ponad miliard złotych... i właściwie na tym mógłbym skończyć opis w tej sekcji. Oznacza to bowiem, że stadion jest nowoczesny, krzesełka są wygodne, catering smaczny (ja zakupiłem jedynie obowiązkową paczkę słonecznika) a w Internecie można pewnie znaleźć setki zdjęć, które potwierdzają moje zeznania. Generalnie stadion jest na tyle schludny, że z początku jedząc słonecznika, wrzucałem zużyte łupiny z powrotem do paczki. Dopiero później, upewniając się, że wszyscy dookoła śmiecą jak na każdym innym śląskim stadionie, zacząłem spożywać swój słonecznik w jedyny prawilny sposób.

Zasiadłem na tzw. Prostej, aby mieć w miarę dobry widok na wydarzenia boiskowe, oczywiście w sektorze znajdującym się nieco bliżej młyna. To, co rzuciło mi się w oczy jeszcze przed meczem, to fakt, że za bramkami nie ma piłkochwytów, co w polskich realiach jest dla kibiców dość niebezpieczne. Z kolei w uszy rzuciło mi się słabe nagłośnienie, przez które komunikaty spikera jawiły mi się trochę jako bełkot. W południowo-zachodnim rogu stadionu, przy trybunie fanatyków, znajduje się restauracja Stadionowa, ale takie luksusy nie są dla mnie. Zwróciłem też uwagę na sektor gości, który zajmuje całkiem dużą część trybuny północnej - wydaje mi się, że stanowi on dużo większą część stadionu niż regulaminowe 5% miejsc. Na dodatek na potrzeby gości nie jest wydzielony róg, a centralna część znajdującej się za bramką trybuny, co też jest niecodziennym rozwiązaniem.

Atmosfera
 

Przed meczem znałem oczywiście kibicowskie powiązania GKS-u z innymi drużynami z całej Polski, jednak nie wiedziałem, jak umieścić go na mapie samego Śląska. Na pewno spodziewałem się, że ze względu na zgodę z Cracovią, ŁKS-em i Zawiszą (doskonałe przeciwieństwo układu WRWE) nie lubią się z Ruchem - ale przyznam, że w swojej ignorancji myślałem, że zbliża ich to do Górnika, czy GieKSy. Dojeżdżając do Tychów zauważyłem jednak dużo mazajów na ścianach, na których zwolennicy liczby 1964 zwalczali się wzajemnie z tymi, którzy wolą liczbę wyższą o 7; niechęć do GieKSy było również słychać w trakcie różnych przyśpiewek. Stąd, do Zabrza Tyszanie również nie pałają sympatią - zresztą, słyszałem m.in. jakiegoś żula, który raczej nie został wpuszczony na imprezę masową, krzyczącego na parkingu stadionowym jakieś inwektywy w stronę kierowcy auta o rejestracji SZ.

Zgodnie z informacją wyświetloną na stadionie w trakcie 2. połowy, dzisiejszy mecz obejrzało 5405 widzów. Z kolei zgodnie z oficjalną informacją z 90minut.pl, widzów było 4043. Nie mam pojęcia, skąd wzięła się taka rozbieżność i ciężko mi wskazać, która liczba była bliższa prawdzie. Liczbę ludzi w młynie określiłbym jako jakieś 500-600. Gospodarze wywiesili flagi z hasłami Zawsze Wierni, GKS Tychy, GKS Tychy Hooligans, ULTRAS, Tyski Fan (ze znakomitym motywem zielono-czarno-czerwonej szkockiej kraty w tle) i parę pomniejszych transparentów, m.in. PDW oraz wyrazy wsparcia dla kibica, który zachorował na białaczkę. Przez cały mecz prowadzili bardzo dobry doping, który znakomicie niósł się po stadionie. Świetną robotę robił przede wszystkim gniazdowy, który umiejętnie kierował młynem za pomocą ekspresyjnych gestów, znakomicie podgrzewając i tonując atmosferę. Młyn śpiewał takie rzeczy jak np.

Trójkolorowi, zielono-czarno-czerwoni!

To my królowie Śląska,
Zna nas cała Polska,
Za klub, za GKS,
Pójdziemy, aż po życia kres!
GieKSa kurwa, tak jest!

Ponadto, śpiewano też inne piosenki, których zapamiętałem tylko małe fragmenty, a resztę znalazłem już na internetach i nie jestem na 100% pewien czy to dokładnie to:

Trzy kolory mienią się,
Zieleń, czerń i czerwień też,
Ja oddałem serce swe,
Kocham Ją, a Ona mnie,
(jaka Ona? GieKSa? czyżby źródło internetowe kłamało?)
Trzy kolory w trójkąt złóż,
Nasz GKS łowcą głów.

W mieście gdzie najlepsze piwo jest - gra GKS!
Przez lata nie zaginął wieki będzie trwał - i w piłkę grał!
Wszyscy razem dopingują Cię - fanatycznie!
To tyska banda na trybunach tutaj jest - po życia kres!

Pozdrowiono również wszystkie zgody, tj. Cracovię Kraków, Sandecję, Bydgoskiego Zawiszę, Łódzki KS oraz Górnika Wałbrzych. Największym hitem była piosenka wałkowana w drugiej połowie, w którą udało się również wciągnąć większość pikniku, a która leciała tak:

GKS-ie nasz, my kochamy Cię,
Bo w naszych sercach jest Tyski GKS, aż po życia kres!

Co się tyczy kibiców gości, pojawili się w swoim sektorze w liczbie ok. 25-30, z jedną flagą, na której napisane było chyba Chrobry Krościenko n.D (jako piknik z pewnym pierwiastkiem kumatości słyszałem już o wielu egzotycznych zgodach, sojuszach i fanklubach, ale... Krościenko nad Dunajcem? Gorce i Pieniny 100% Chrobry?). Z racji liczebności gości oraz ich oddalenia od mojego sektora, cięzko było mi rozpoznać teksty ich przyśpiewek. Te były wyraźnie słyszalne jedynie przez kilka minut pierwszej połowy, kiedy młyn gospodarzy umilkł, ponieważ jedna ze znajdujących się tam osób zasłabła (patrząc po poważnej reakcji zarówno kibiców jak i służb medycznych, raczej nie chodziło po prostu o alkohol). Kibice Chrobrego wykorzystali swój czas, śpiewając m.in. Głogów czeka, my czekamy..., My chcemy gola, hej Chrobry, my chcemy gola, czy Walczyć, Chrobry, walczyć!.

Mecz
 

Stroną prowadzącą grę byli Tyszanie - w 6. minucie objęli prowadzenie po dośrodkowaniu na długi słupek z kornera i strzale głową Daniela Tanżyny. Poza tym mecz nie obfitował w dobre sytuacje podbramkowe i nie odnotowałem przez długi czas żadnej godnej uwagi sytuacji - o ile GKS miał przynajmniej taki cel i wyglądał, jakby go konsekwentnie realizował, o tyle Chrobry wyglądał dość słabo i nie wiem, czy w pierwszej połowie oddali jakikolwiek strzał na bramkę Jałochy. W drugiej połowie z groźnych akcji odnotowałem m.in. podanie w 70. minucie do Piotra Giela (GKS Tychy), które ten przepuścił sobie inteligentnie między nogami i ruszył na bramkę Abramowicza, jednak zagranie było zbyt mocne i piewszy do piłki dopadł bramkarz gości (sami widzicie, że zbyt wiele w tym meczu się nie działo). W drugiej połowie miała miejsce też kontra Tyszan, podczas której minęli oni nawet Abramowicza, jednak nie udało się oddać strzału na bramkę. W 90. minucie po spóźnionym wślizgu drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę dostał Borecki, co spowodowało, że szanse Chrobrego na wywiezienie z Tychów jakichkolwiek punktów spadły do zera.

I nagle, w ostatniej akcji meczu, po długim wrzucie z autu nieporadną interwencją w polu karnym popisał się Dawid Abramowicz (brat stojącego tego dnia w bramce Chrobrego Mateusza), który w niegroźnej sytuacji dotknął piłki ręką. Piłkę na 11. metrze ustawił Przemysław Trytko'o, który strzelił w swoje lewo. Konrad Jałocha bardzo dobrze wyczuł jego intencje i nawet dotknął piłki (część kibiców wydała okrzyk radości, myśląc, że karny został obroniony), jednak nie udało mu się obronić strzału. Tuż po tym golu sędzia w akompaniamencie niewybrednych okrzyków pod swoim adresem odgwizdał koniec meczu.

next  prev