 |
Piast Gliwice - Bruk-Bet Termalica Nieciecza 4:0 (2:0)
19.05.2018 18:00
Stadion Miejski w Gliwicach
Lotto Ekstraklasa
Widzów:
6.249
Cena biletu:
5 zł (!) (promocja dla nowych kibiców)
| |
Ostatnia kolejka Lotto Ekstraklasy, mecz o wszystko pomiędzy Piastem a Niecieczą. Nie ma oglądania się na innych, że jeśli Lechia przegra różnicą 7 bramek, Arka zremisuje bezbramkowo, itp... Po prostu: Piast wygrywa - zostaje w lidze, Nieciecza spada. Piast nie wygrywa - spada z ligi, Nieciecza zostaje. Jakże to proste i piękne.
| | Dotarcie na mecz |
    |
Do Gliwic wybrałem się koleją: o 6.30 wsiadłem w pociąg relacji Warszawa Wschodnia - chyba Ustroń, który mnie zawiózł do Katowic. W Katowicach miałem całe 5 minut na przesiadkę do pociągu relacji Katowice - Gdynia (przez... Wrocław) i co ciekawe, udała się bezproblemowo. Po kilkunastominutowej przejażdżce, podczas której podziwiałem śląskie kamienice, stare zakłady i nieczynne szyby kopalniane, wysiadłem na stacji w Gliwicach.
Po opuszczeniu stacji udałem się w stronę Stadionu Miejskiego, aby jak najwcześniej zakupić bilet na dzisiejszy szlagier. Klucząc po Gliwicach, odczułem atmosferę nadchodzącego święta futbolu, kiedy usłyszałem matkę, tłumaczącą kilkuletniemu dziecku, iż Piast musi wygrać z Niecieczą, inaczej spadnie . Skoro już pofatygowałem się na święto futbolu aż do Gliwic, miałem zamiar szarpnąć się na jakąś droższą wejściówkę, ale jak się okazało w kasie, te były już dawno wykupione. W dniu meczu o godzinie 11 dostępne były już tylko bilety w sektorze za bramką, oraz w narożnych częściach trybun położonych wzdłuż boiska. Zdecydowałem się więc na miejsce mniej więcej na wysokości linii pola bramkowego, skąd miałem dobry widok na sektor gości (przy okazji, ze względu na duże zainteresowanie meczem i niewielki poziom ryzyka, uzgodniono, że kibice Piasta będą mogli wykupować bilety również na sektory buforowe) i nie byłem narażony na kolejne porażenie słoneczne. I tu spotkała mnie wprost wspaniała rzecz - z racji tego, że przyszedłem na stadion przy ul. Okrzei po raz pierwszy, za swój bilet na mecz o wszystko zapłaciłem 5 zł.
Pomiędzy 11 a 18 jest oczywiście sporo czasu, a ja wykorzystałem go m.in. w ten sposób, że wybrałem się na zakupy do pobliskiej galerii pobliskiego centrum handlowego. Moim głównym (i w sumie jedynym, poza hot-dogiem z Carrefoura) celem było stoisko Piasta Gliwice, gdzie zakupiłem obowiązkowy kubek, maskotkę Piastusia oraz szalik. Biorąc pod uwagę, że za bilet na dzisiejszy mecz dałem mniej niż onegdaj za widowisko Oskar Przysucha - Szydłowianka Szydłowiec, mogłem się trochę wykosztować na pamiątki. Ok. 13 ruszyłem do Chorzowa w celu zobaczenia innego meczu, o którym więcej tutaj.
| | Stadion |
    |
    |
Stadion Miejski w Gliwicach, złośliwie nazywany jest Tesco Areną , ze względu na swój zewnętrzny wygląd. Patrząc z zewnątrz, wygląda on rzeczywiście dość toporny - jest on kanciasty, u dołu blaszany, u góry utrzymany w czerwono-niebieskiej kolorystyce. I tutaj nawet nie będę polemizował ze zadaniem ogółu - rzeczywiście, w mieście z jednym z lepszych wydziałów architektury w Polsce, mogłoby powstać coś bardziej szałowego. Stadion zaprojektowała niemiecka firma specjalizująca się w niskokosztowych rozwiązaniach - ponoć stadion w Gliwicach jest bratem bliźniakiem stadionu SC Paderborn 07.
Można się śmiać z Tesco Areny, ale to tak naprawdę w pełni funkcjonalny stadion na ekstraklasowym poziomie, którego postawienie kosztowało zaledwie 54 miliony złotych (jak podaje Wikipedia, ze względu na konieczność przeprojektowania monitoringu ostatecznie wyszło nieco więcej). Jego obecna pojemność to ok. 10000 miejsc i to w zasadzie w zupełności wystarcza jak na obecny potencjał kibicowski Piasta. W razie gdyby stadion zrobił się zbyt ciasny, można go rozbudować o kolejne kilka tysięcy miejsc, ponieważ projekt to umożliwia. A więc tu nie ma z czego się śmiać, tu trzeba podziwiać!
Jeśli chodzi o wnętrze stadionu, tu też nie ma fajerwerków. Boisko otoczone jest ze wszystkich stron identycznymi trybunami - na każdym sektorze mamy kilkanaście rzędów krzesełek, zaczynających się jakieś 3-4 metry powyżej poziomu boiska. Proste i funkcjonalne rozwiązanie, z mojego nie najlepszego miejsca wszystko widziałem bezproblemowo. Pod trybunami, na poziomie zero, znajdują się toalety (nie testowałem, ponieważ przyszedłem na mecz prosto z hotelu), punkty gastronomiczne (nie testowałem, ponieważ po drodze na stadion kupiłem obowiązkową paczkę słonecznika) i stoiska z pamiątkami (nie testowałem, bo już zdążyłem się we wszystko zaopatrzyć). W narożnikach stadionu znajdują się dwa telebimy. Uważne oko być może dostrzeże wiszący pod dachem wyświetlacz pokazujacy aktualną godzinę, przy czym jest on tak dyskretny, że miałem nieodparte wrażenie, że jestem pierwszą osobą, która go zauważyła. Warto też pochwalić muzykę puszczaną przed meczem - jej poziom nie wołał o pomstę do nieba, a głośność była w sam raz.
| | Atmosfera |
    |
    |
Dla uzyskania pełnego obrazu, na początku tej sekcji należy cofnąć się do wydarzeń z 3 marca 2018, czyli meczu derbowego z Górnikiem Zabrze. Od 49. minuty Piast prowadził po golu Szczepaniaka, co dałoby gliwiczanom bardzo cenne w kontekście walki o utrzymanie punkty. Ale nie dało, ponieważ mecz został przerwany w wyniku mało racjonalnego zachowania kibiców z młyna Piasta, którzy sprowokowani przez kibiców gości, przewrócili płot oddzielający ich trybunę od murawy. Nieracjonalnie zachowała się również policja, która w odpowiedzi wygoniła piłkarzy z boiska i wprowadziła na nie wszystkie swoje siły. Widzieliśmy więc słynne na całą Polskę obrazki z końmi, które, za przeproszeniem, srały na murawę i miała miejsce również słynna historia z poszukiwaniem na trybunach delegata PZPN, któremu prawdopodobnie wkradł się drobny element chrapania. Po tej akcji mecz nie został dokończony.
Nazajutrz, władze Piasta (i władze miejskie) podjęły oczywiście stanowcze kroki, aby pokazać Komisji Ligi, jak wiele jest robione, żeby ukarać wszystkich winnych przerwania meczu - nadrzędnym celem było przekonanie Komisji, że nie należy przyznawać Górnikowi walkowera. Zamknięto więc sektory z młynem, posypały się zakazy stadionowe - zarówno słuszne, jak i totalnie przypadkowe. Działania te spowodowały, że grupy kibicowskie Piasta ogłosiły bojkot meczów domowych, który trwał do meczu z Niecieczą włącznie (choć tego akurat dnia miało miejsce pewnego rodzaju przełamanie, o czym pod koniec sekcji). A pointą tej historii było... przyznanie przez Komisję Ligi walkowera Górnikowi - nie wiem, co by było, gdyby Piast spadł przez te brakujące 3 punkty.
W tym decydującym meczu Piast potrzebował wsparcia kibiców i ci nie zawiedli, bo licznie przybyli na stadion - ale z powodów wymienionych powyżej, była to mobilizacja pikników. Był to problem, ponieważ goście stawili się w swoim sektorze w liczbie ok. 150 osób (rozwinęli flagi KS Nieciecza , Bruk-Bet Termalica Nieciecza oraz Łęg Tarnowski ); mieli oczywiście swojego gniazdowego z megafonem, stąd mogli bez problemu zdominować te kilka tysięcy zdezorganizowanych pikników. U gospodarzy rolę gniazdowego przejął więc spiker, który intonował różne proste hasła i piosenki, takie jak Tylko zwycięstwo, GKS, tylko zwycięstwo! , czy Piast, Piast, GKS! . Goście z Bruk-Betu mieli naturalnie nieco lepszy repertuar, stąd zapamietałem parę piosenek. Zaczęli od Jesteśmy zawsze tam, gdzie nasz Bruk-Becik (Bruk-Becik ? naprawdę?) gra... , śpiewali też Jeden dziewięć, dwa dwa! Bruk-Bet, Nieciecza! . I choć zawsze miałem kibiców Niecieczy za emisariuszy ogłady, którzy przywozili ze wsi do miasta trochę kultury, przy niekorzystnym wyniku zaczęli się uciekać do piosenek z wulgaryzmami, takich jak Bruk-Bet grać, kurwa mać! , czy Grać, biegać, zapierdalać! . Było też trochę słownych utarczek z miejscowymi, w których jedni wyzywali drugich od wieśniaków , a ci drudzy... w sumie nie pamiętam, co krzyczeli, ale nie pozostawali im dłużni. Ciśnienie było na tyle duże, że w drugiej połowie jeden z kibiców gości chciał się nawet bić z bratem po szalu, co skończyło się interwencją na sektorze kilku białych kasków. Pod koniec spotkania piknik gospodarzy znajdował się w euforycznym nastroju i całkowicie zdominował stadion. Po meczu, mimo że Bruk-Bet rozegrał 90 minut totalnej padaki, sektor gości podziękował piłkarzom za walkę.
Jak wspomniałem, mecz był zbojkotowany przez kumatych kibiców Piasta, jednak ci, czując wagę dzisiejszego wydarzenia, postanowili dopingować piłkarzy zza stadionu. Zajmowałem miejsce w odpowiednim rogu stadionu, żeby to słyszeć i muszę stwierdzić, że efekt w trakcie meczu nie był powalający. Po meczu wychodząc ze stadionu widziałem grupę paruset (kilkuset?) kibiców, którzy stali za ogrodzeniem od strony ul. Leśnej i śpiewali m.in. Piast to My! , Piłkarzyki, pajacyki! (?), czy też zwracali się do poszczególnych osób z władz klubu, krzycząc ty kurwo! .
| | Mecz |
    |
Szczerze mówiąc, przed meczem spodziewałem się, że Bruk-Bet wymęczy remis i że tak naprawdę przyjechałem do Gliwic zobaczyć, jak spada słaby w tym sezonie Piast. I jak utrzymuje się w lidze niewiele od niego lepsza Nieciecza - przysparzając tym samym kibicom z wielkich ośrodków miejskich kolejnego sezonu przepełnionego bólem dupy: że wieś, że wieśniaki, że kukurydza, że wieśniaki wypieprzać na wieś do kukurydzy itp. Drużyny wyszły na murawę przy dźwiękach Stawki większej niż życie - gospodarze na czerwono, goście na pomarańczowo. Nie wiem, kto zgodził się na taki dobór strojów, ja miałem pewne problemy, żeby ich rozróżnić.
Zaczęło się bardzo ostro - dosłownie kilka sekund po rozpoczęciu meczu w walce o górną piłkę zderzyli się głowami Śpiączka i Konczkowski, w wyniku czego napastnik Bruk-Betu padł na murawę. Piłkarze obydwu drużyn rozpaczliwymi gestami wzywali pomoc medyczną wszelkiego rodzaju, a gdzieś z tyłu głowy przypomniały mi się sceny z Miklosem Feherem, czy Marciem-Vivienem Foe. Na boisko wjechała nawet karetka; na szczęście po meczu okazało się, że sytuacja nie była tak dramatyczna, na jaką wyglądała, bo Śpiączka odzyskał świadomość już na boisku - w każdym razie i tak pojechał do szpitala. Za to sytuacja Bruk-Betu zrobiła się nieciekawa, bo za jedynego sensownego egzekutora w drużynie już w 6. minucie wszedł Roman Gergel, którego jedyną zaletą było to, że parę sezonów temu w barwach Górnika strzelił przeciwko Piastowi 4 gole w jednym meczu.
Nieciecza w tym meczu grała straszną padlinę, jakby miała nadzieję na dociągnięcie do końca meczu rezultatu sprzed pierwszego gwizdka. Piast również grał padlinę, ale z czasem akcje zaczęły mu się kleić. W 22. minucie po wrzutce Živca z rzutu wolnego, w Dariusza Trelę wpadł Kupczak, przez co były bramkarz gliwiczan nie zdążył z interwencją przy woleju Maka i było już 1:0. 13 minut później Martin Bukata świetnym mierzonym strzałem w okno, niczym na treningu, podwyższył wynik. Inna sprawa, że miejsca wokół siebie miał również tyle, co na treningu, bo nie wiedzieć czemu, zaden z graczy gości nie chciał do niego doskoczyć na 20. metrze (przy okazji, goście nie zarobili w tym meczu żadnej żółtej kartki, co jest dość wymowne).
Nieciecza drugą połowę rozpoczęła od paru ataków iraz w zamieszaniu w polu karnym świetnym refleksem wykazał się Szmatuła. Akcje Niecieczy były bardzo schematyczne i nie stanowiły większego zagrożenia dla gospodarzy - dały im jednak świetną okazję do kontr. W ostatnim kwadransie spotkania po jednej z takich kontr gola strzałem z 20 metrów w okno zdobył wspomniany wcześniej Saša Živec. A w 90. minucie znów po kontrze, znów przy skandalicznej bierności obrońców i znów z tego samego punktu boiska, gola strzelił Gerard Badía - tym razem akurat nie strzelał w okno, a puścił szczura w długi róg. Spiker już totalnie odleciał, krzycząc, że niecieczański słoń został upolowany, a ostateczny cios zadał hiszpański torreador Gerard Badía . Piast w całkiem niezłym stylu utrzymał się w lidze, ale chyba przede wszystkim Bruk-Bet dziś pokazał, dlaczego to on powinien spaść.
|
| |
| |
  
|
|