 |
FK Dukla Praha - FK Teplice 0:2 (0:1)
02.12.2017 15:00
Stadion Juliska, Praha
HET Liga
Widzów:
1322 diváků
Cena biletu:
150 Kč (normalny, trybuna zachodnia)
| |
Dziś wybrałem się na mecz 11-krotnego Mistrza Czechosłowacji i półfinalisty Pucharu Europejskich Mistrzów Krajowych 1966/67 (wiem, z formalnego punktu widzenia spadkobiercą tych sukcesów jest drugoligowy 1. FK Příbram, ale jak dla mnie jest to ciągle ta Dukla).
| | Dotarcie na mecz |
    |
Stadion Dukli zlokalizowany jest w północnej części Pragi, nieopodal Nádraží Podbaba – można tam się dostać albo koleją (Českými dráhami), albo komunikacją miejską od stacji metra Dejvická. Pierwszy raz wybrałem się tam tramwajem, na dzień przed meczem, w celu popatrzenia na stadion przez bramę (stadion Dukli znajduje się na terenach wojskowych, więc lepiej nie być creepem i nie próbować się tam przemykać) oraz zakupu biletu i pamiątek w sklepie kibica. Co ciekawe, pomimo tego, że poza dniem meczowym ten sklep jest jedynym miejscem, gdzie można zakupić bilet na mecz Dukli, godziny jego otwarcia wyglądają następująco: Pondělí: 10:00 – 15:00 (polední pauza 11:45 -12:30 hod) Středa: 13:00 – 18:00 (polední pauza 11:45 -12:30 hod) Pátek: 10:00 – 15:00 (polední pauza 11:45 -12:30 hod) Na szczęście był to Pátek. W sklepie były dostępne różnorodne gadżety, choć część z nich była mocno piknikowa, jak np. nadmuchiwane pałki (w sumie nie wiem, jak to się nazywa, po czesku były to tyče), czy nakładana na dłoń wielka rękawica pokazująca znak „V”. Bardziej przywodzące na myśl skojarzenia z Libercem i Harrachovem niż z ekstraklasą w Pradze. Ja na szczęście byłem zorientowany w tym, co należy kupić, ponieważ wcześniej przestudiowałem ofertę sklepu w Internecie. Za pomocą języka polskiego z rosyjską gramatyką i wplatanymi w to czeskimi słowami wytłumaczyłem obsługującej sklep pani (która mówiła po niemiecku, ale nie po angielsku), czego mniej więcej szukam. Kupiłem więc żółty kubek z herbem klubu, naszywkę z herbem dla brata oraz szalik z herbem klubu i podobizną Josefa Masopusta. Dla niewtajemniczonych, Josef Masopust był gwiazdą piłki nożnej światowego formatu, piłkarzem roku w Europie 1962 (strzelił gola w przegranym w 1962 roku finale Mistrzostw Świata z Brazylią), został również wybrany czeskim piłkarzem 50-lecia. Był też legendą Dukli Praha, w której grał przez większość swojej kariery – przed stadionem stoi jego pomnik.
Poza tym zakupiłem vstupenku na mecz z Teplicami. O ile już nie dziwiło mnie, że kupując mecz na czeską ekstraklasę nie trzeba podawać swoich danych osobowych, o tyle zdziwiło mnie, że tym razem na bilecie nie miałem nawet przypisanego miejsca. Jak się później okazało, rzeczywiście nie było to specjalnie potrzebne.
W dniu meczu przyjechałem w okolice stadionu koleją podmiejską (kierunek Roztoky u Prahy).
| | Stadion |
    |
    |
Stadion Juliska, jeden z najdziwniejszych (i jednocześnie najfajniejszych), na jakich byłem. Na początku należy wspomnieć, że nieopodal biegnie rzeka Vltava, której lewy brzeg jest zaskakująco stromy i górzysty. Stadion znajduje się na stoku jednego z takich wzgórz. Żeby dostać się do stadionu, należy wchodzić pod górę, przy budowie trybuny również skorzystano z warunków naturalnych i oparto ją na stoku. Trybuna ta jest naprawdę przepiękna – jest dość wysoka i bardzo stroma (liczy ponoć 8000 miejsc siedzących), a z jej górnych rzędów znakomicie widać boisko i pół stolicy. Szkoda tylko, że ze względu na bieżnię i płaski dolny pierścień stadionu boisko znajduje się tak naprawdę dość daleko od trybuny.
Wspomniany „dolny pierścień” to otaczające całe boisko betonowe tarasy, z których można oglądać mecz na stojąco (jedynie w części znajdującej się pod zachodnią trybuną rozmieszczone są niebieskie krzesełka). Naprzeciwko trybuny zachodniej położony jest też archaiczny i mało estetyczny budynek klubowy. Na betonowych trybunach w okolicy budynku stało nieco widzów i generalnie wyglądało to na mało ekskluzywne miejsca, ale kiedy chciałem się tam dostać, zawróciła mnie stamtąd ochrona, ponieważ nie posiadałem identyfikatora. Było to tak naprawdę jedyne zakazane dla plebsu miejsce na stadionie – poza tym mogłem sobie wejść gdzie tylko się dało, włącznie z parkingiem, na którym z bliska uwieczniłem na smartfonie obydwa klubowe autokary. Przypominam – mówimy tutaj o czeskiej ekstraklasie.
Na szczycie trybuny znajduje się parę stoisk gastronomicznych, gdzie można zakupić pivo, giętą z grilla, herbatę, gorącą czekoladę i inne tego typu dobra. Poza tymi dość standardowymi opcjami można było również zażyć trochę czeskiego folkloru i kupić chleb ze smalcem i cebulą (!), czy też bramboráčky. Bramboráčky to po polsku placki ziemniaczane (wiem, mogłem napisać po prostu placki ziemniaczane , ale bramboráčky brzmią 100 razy lepiej). Były podawane na ciepło lub na zimno, miały dość intensywny posmak czosnkowo-cebulowy i dobrze smakowały z ketchupem. Jeden bramboráček kosztował 15 Kč. Jestem tylko ciekaw, czy jest to stały element czeskiego folkloru stadionowego (jak słonecznik na Śląsku), czy też jakaś jednorazowa anomalia.
Na znajdującym się od południowo-zachodniej strony budynku klubowym znajdował się spory telebim, na którym w bardzo kreatywny sposób wyświetlano przed meczem skład Dukli, a każdy piłkarz pokazywany był z dwóch różnych ujęć. Co ciekawe, przedstawiono w ten sam sposób rezerwowych, sztab trenerski, a nawet masażystów. Jeśli chodzi o multimedia, wielkim minusem była puszczana na stadionie przed meczem muzyka. Najgorszy plastik, jaki kiedykolwiek słyszałem na stadionie, m.in. hity zespołu Black-eyed Peas (trochę mi wstyd, że potrafię podać nazwę, ale niestety kojarzę). Co prawda tuż przed meczem można było usłyszeć „I want it all” Queen i „O Fortuna” z „Carmina Burana” Carla Orffa, ale to był tylko podkład odtwarzanych na telebimie reklam – na Slavii też leciało.
| | Atmosfera |
    |
Dukla Praha została założona w 1947 roku jako centralny klub wojskowy Czechosłowacji – wynikająca z tego duża swoboda w wyciąganiu zawodników z innych klubów tłumaczy zdobycie przez Duklę aż 11 mistrzostw kraju. Tłumaczy to również fakt, że nawet w czasach swojej największej świetności Dukla pod względem popularności była ponoć dopiero na piątym miejscu… w samej Pradze. Po upadku komunizmu klub również upadł, ale po paru reaktywacjach (jedna z nich okazała się niewypałem, w dodatku po dziwnych fuzjach i innych przekształceniach okazało się nagle, że spadkobiercą 11 mistrzostw kraju stał się wspomniany na początku posta Příbram) udało mu się powrócić do najwyższej klasy rozgrywkowej. Niemniej, wygląda na to, że obecnie na Dukli również nie ma jakiegoś szalonego ruchu kibicowskiego, nawet jeśli dzisiejsza frekwencja była spowodowana zerową temperaturą.
Na trybunie można kupić całkiem estetyczny program meczowy za 20 Kč. Po trybunie chodziła również klubowa maskotka, z którą można było sobie zrobić tzw. selfie. Maskotką Dukli był miś/niedźwiedź, który miał co prawda nieco dziwny wyraz twarzy, ale za to robił na bieżni stadionowej moonwalka (!).
Na trybunie dominował piknik – widzowie siedzieli (chociaż całkiem duża część stała na szczycie trybuny) i rozprawiali pomiędzy sobą na przeróżne tematy, czasami oklaskując co lepsze akcje Dukli. W dolnej części sektora zlokalizowany był mini-młyn, przy czym nawet ta nazwa jest trochę na wyrost. Była to grupa jakichś 30-40 ludzi w barwach Dukli (mieli też parę flag na kiju), którzy dopingowali zespół dość częstymi zawołaniami. Nie byli jednak zbyt głośni i trochę ratował ich bęben, który mieli do dyspozycji. Na sektorze wisiało aż pięć flag/transparentów, z czego dwie największe były materiałami promocyjnymi klubu, a trzy pozostałe rzeczywiście flagami. Jedna z nich („Říčany”) była wydrukowana, ale pozostałe dwie (jedna z herbem klubu, druga „Český Brod”) zostały prawilnie wyszyte. Nie, żebym jakoś ironizował, opisując osobno każdą z flag akurat w tej relacji, po prostu chyba po raz pierwszy mogłem sobie popatrzeć na nie z odległości metra, bo pod sektorem można było normalnie przechodzić.
Na flagi gości mogłem zaś popatrzeć tylko z kilkunastu metrów – wywiesili oni flagi „Fanklub FK Teplice”, „Rebels From Krupka” i podobiznę Taza na żółto-niebieskim tle. Nie wiem czemu, ale Taz z Looney Tunes jest stosunkowo popularnym motywem – może nie jakimś must-have, ale to już chyba trzecia flaga kibicowska, na której go widzę. Jakoś to do mnie nie przemawia. Gości z Teplic było mniej więcej tyle ile osób w grupie dopingującej Duklę, czyli również ok. 30-40. Mieli też podobny potencjał jeśli chodzi o poziom decybeli oraz tak samo bęben do dyspozycji. Obydwie grupy dopingowały też piłkarzy w podobny sposób – nie było dłuższych piosenek ani nawet dłuższych zawołań, zwykle śpiewano po prostu nazwę zespołu. I tak, goście śpiewali „Teplice, Teplice, Teplice”, albo „FK Teplice”, z kolei gospodarze (byli minimalnie bardziej kreatywni) śpiewali „Dukla Praha”, „Dukla do toho!”, czy „a Du, a Du, a Dukla Praha!”. Leciało też „Dukla Praha, Dukla Praha, Dukla Dukla Dukla Praha”, w rytmie, który w Polsce jest zarezerwowany dla piosenki o PZPN. Plus dla gospodarzy za dopingowanie swojego zespołu nawet przy stanie 0:2 i za oklaskiwanie piłkarzy po meczu.
| | Mecz |
    |
W przeciwieństwie do wczorajszego meczu Slavii, tym razem nie grały tu gwiazdy czeskiego futbolu. Patrzyłem na skład Dukli i zastanawiałem się, czy znam stamtąd kogokolwiek. Od razu kojarzyłem jedynie Martina Jiranka, który w swoim czasie trochę w Europie i w czeskiej kadrze pograł strzelił też gola na Euro 2012 przeciwko Polsce. Wydawało mi się, że kojarzę Filipa Radę, ale jak się później okazało, skojarzyłem go z Petrem Radą (jego ojcem), który prowadził kadrę Czech po Brücknerze, zresztą na tyle słabo, że przegrał z nami w eliminacjach MŚ 2010.
Mecz był dosyć wyrównany, a przy tym niezbyt spektakularny, więc nie zapamiętałem zbyt dużo. W 22. minucie jeden z piłkarzy Dukli dostał wprost idealne dośrodkowanie i oddał strzał głową, mając przed sobą tylko bramkarza (i to nawet nie do końca, ponieważ bramkarz był w tej sytuacji spóźniony i zostawił mnóstwo miejsca). Jak można się domyśleć po końcowym wyniku, nie trafił w bramkę. Dwie minuty później Teplice doprowadziły do bardzo groźnej sytuacji, w której po dużym zamieszaniu w polu karnym piłka potoczyła się wzdłuż linii bramkowej przez całą długość bramki i minęła słupek. W 31. minucie po rzucie rożnym piłka trafiła do Martina Fillo, który kapitalnym strzałem z ok. 25 metrów wyprowadził gości na prowadzenie. W 43. minucie w kolejnej dobrej sytuacji gracz Dukli, mając przed sobą jedynie bramkarza, trafił w słupek.
Mniej więcej w 43. minucie za dyskusje, czy inną bzdurę żółtą kartkę otrzymał Ondřej Kušnír. Na telebimie pokazał się wielki napis „ŽLUTÁ KARTA”, który spodobał mi się na tyle, że postanowiłem go uwiecznić, jeśli tylko pokaże się kolejny raz. Okazja trafiła się już w 45. minucie, bo jeden z graczy Dukli zaatakował gracza Teplic niezbyt potrzebnym spóźnionym wślizgiem. Okazało się jednak, że był to znowu Kušnír, stąd uwieczniłem na telebimie napis „ČERVENÁ KARTA”. W każdym razie, szanse Dukli na osiągnięcie tego dnia dobrego rezultatu znacznie spadły.
Na początku drugiej połowy Teplice podwyższyły na 2:0 po golu Jana Rezka. Z mojej perspektywy wyglądało to następująco: - Dzień dobry, poproszę… horku čokoládu - Horkou. - Horkou čokoládu.
Wtedy w tle rozległ się okrzyk radości, a ja wychyliłem się zza stojącej przy podstawie trybuny budki z jedzeniem i ujrzałem graczy w niebieskich koszulkach podbiegających w kierunku sektora gości. Na telebimie zapalił się wynik 0:2. Wiem, że skoro przegapiłem gola z powodu gorącej czekolady, to żaden ze mnie groundhopper, ale potrzebowałem czegoś ciepłego, bo tego dnia było cholernie zimno. Przez całą drugą połowę Dukla biła głową w mur, a Teplice raczej spokojnie broniły wyniku, raz na jakiś czas wyprowadzając groźną kontrę (kibice w drugiej połowie dwa albo trzy razy śpiewali „Filip Rada!”, bo gdyby nie on, skończyło by się pewnie wynikiem wyższym niż 2:0).
Dukla słabo zakończyła tę rundę (choć technicznie rzecz biorąc, był to 1. mecz rundy wiosennej), ale spadek raczej jej nie grozi, bo nad 15. Baníkiem ma jakieś 8 punktów przewagi.
|
| |
| |
  
|
|