glownachomikmapatrocinytags
GKS Katowice - Pogoń Siedlce 1:2 (1:0)
29.07.2017 19:00
Stadion GKS-u Katowice... teoretycznie w Chorzowie (!)
Nice 1. Liga Polska
Widzów: 2250
Cena biletu: 25 zł (normalny, bez Karty Kibica, w dniu meczu, sektor rodzinny)
               

Druga część wizyty na Śląsku - bezpośrednio po meczu w Sosnowcu jak gdyby nigdy nic wybrałem się na GieKSę.

Dotarcie na mecz
 

Mój misterny plan dotarcia do Katowic zakładał, że po wspomnianym meczu w Sosnowcu, który zakończył się dokładnie o godzinie 17:21, zdążę na pociąg Kolei Śląskich, który odjeżdżał z Sosnowca równo o godzinie 17:37. Dopiero po fakcie zmierzyłem na Google Maps, że odległość pomiędzy obydwoma lokalizacjami wynosi jakieś 2,25 kilometra. Kiedy więc wpadłem do pociągu KŚ relacji Sosnowiec Główny – Tychy Lodowisko, byłem tak zajechany, że poprzysiągłem sobie, że już nigdy w życiu nie skalam się aktywnością fizyczną (a i tak po drodze zatrzymałem się jeszcze na jakieś półtorej minuty na rozmowę z bezdomnym, czym jeszcze bardziej utrudniłem sobie zadanie).

Wysiadłem na stacji Katowice i przejechałem tramwajem do swojego hostelu, gdzie szybko zameldowałem się oraz zostawiłem wszystkie swoje pamiątki Zagłębia Sosnowiec. Co prawda pamiątki były dość neutralne, ale czułbym się trochę nieswojo, prezentując je stadionowej ochronie – w końcu Zagłębiacy określają się czasami mianem „łowców Hanysów”, co świadczy o wzajemnej antypatii. Stamtąd udałem się pieszo na stadion GieKSy, który paradoksalnie mieści się (chyba) w granicach administracyjnych Chorzowa. Pomimo kolejek jakoś udało mi się zdążyć kupić bilet i wejść na trybunę główną przed pierwszym gwizdkiem.

Kasjer zasugerował mi wybranie się na sektor rodzinny. Mam dwie hipotezy, dlaczego mógł tak zrobić:
- Kolejka składała się głównie z ludzi, którzy mieli karty kibica i wybierali się na Blaszok, a więc za bilety płacili po 5, 10, a w najgorszym razie 15zł. Kiedy więc do kasy przyszedł gorol, który w życiu nie był na GieKSie i zgodnie z danymi z dowodu przyjechał do Katowic aż z lubelskiego, kasjera zdjęła litość i zamiast miejsca za 30zł, postanowił zaproponować mu miejsce za 25zł
- Zobaczył mnie i stwierdził, że dla mnie nadaje się wyłącznie piknik na sektorze rodzinnym

Stadion
 
 
 

Stadion GieKSy jest naprawdę fajny (gwoli prawdy, zdałem sobie sprawę, że w moich oczach każdy stadion jest fajny). Składa się on z dwóch trybun rozmieszczonych po obydwu stronach boiska – trybuny głównej oraz słynnego Blaszoka. Za bramką od strony zachodniej znajduje się sektor gości, ale w kontekście dzisiejszego posta nie jest to niestety istotna informacja. Stadion ma dość ciekawą architekturę. Mam na myśli przede wszystkim schody, które prowadzą na poszczególne sektory trybuny głównej. W przypadku Blaszoka zapewne wygląda to dużo prościej, ponieważ jest to trybuna postawiona na wale ziemnym i wejście jest jedno. Ale nie miałem już okazji tego zweryfikować na własne oczy.

Zweryfikowałem za to asortyment stoiska sklepu „Strefa GieKSy”, które znajdowało się przy głównej trybunie (w rejonie Blaszoka stał z kolei kiosk „Strefy GieKSy”). Asortyment nie był tak bogaty jak na stronie internetowej, ponieważ przede wszystkim brakowało w nim kubków. Dlatego też, oprócz otwieracza oraz drobiazgu dla mojego młodszego brata (który zawsze dostaje ode mnie jakiś długopis czy inny piłkarski gadżet) zdecydowałem się tym razem na kupno klasycznej pamiątki, tzn. szalika. Bardzo przypadł mi do gustu wzór „Pierońskie Hanysy”, ponieważ dla typowego gorola pracującego w Warszawie hasło to brzmi całkowicie irracjonalnie i abstrakcyjnie. Przez całą drugą połowę siedziałem dumnie w tym szaliku (a dla lepszego wtopienia się w tłum, wcinałem słonecznika, ale o tym potem).

Szczególnym elementem stadionu na Bukowej jest z pewnością „analogowa” tablica wyników, która jest obsługiwana całkowicie manualnie. Na moich oczach znajdujący się na niej człowiek zdjął z niej tabliczkę z cyfrą „0”, zastępując ją tabliczką z cyfrą „1”. Takiego oldschoola nie widziałem chyba nigdy w swoim życiu i jestem naprawdę pełen podziwu dla tej zajawki.

Przy okazji, muszę się poskarżyć na jedną rzecz, a mianowicie na bilety. Wygląda na to, że zarówno GKS Katowice jak i Zagłębie Sosnowiec (oby nie cały Śląsk, bo już więcej tam nie zawitam) korzystają z usług tego samego dostawcy usług informatycznych, który ma w wielkiej pogardzie wszelkich kolekcjonerów biletów. Doprawdy, jak można drukować tak pozbawione indywidualizmu „bilety”?

Atmosfera
 
 

Muszę przyznać, że kibice na Blaszoku robią naprawdę dobry klimat. Co prawda było ich ok. kilkuset, ale ich pieśni mocno niosły się po Bukowej przez cały mecz. Być może jest to zasługą naprawdę dobrej akustyki Blaszoka. Wywiesili oni kilka flag, tzn. „Lędziany”, „VIP”, „Katowice”, a także flagi zgodowe „Cosa Nostra” (Banik Ostrava) i „Kamraty” (Górnik Zabrze). Podobno w związku z niedawną akcją kibiców z Chorzowa jakieś flagi mogły być nieoryginalne, jednak jako piknik jestem totalnie niekumaty i nie jestem w stanie tego stwierdzić. Przez cały mecz Blaszok prowadził całkiem dobry doping, raz na jakiś czas aktywizując kibiców z trybuny głównej (ja też mogłem sobie poskandować, szczególnie w 64. minucie). O ile mnie słuch nie mylił, przez cały mecz nie było żadnych bluzgów i zaczęły się one dopiero pod koniec meczu po golu Pogoni Siedlce na 2:1 („GieKSa grać, kurwa mać!”).

Z racji tego, ze znalazłem się na sektorze rodzinnym, moją uwagę zwróciła grupa małolatów, która dzielnie wspierała swój zespół pod nadzorem dwóch fanek GieKSy, pełniących rolę „gniazdowych”. Zaczęło się grubo, ponieważ niemal na samym początku pozdrowiono zgody: Górnika Zabrze oraz Banika Ostrava a następnie dzieciaki zaintonowały „Pozdrowienia do Więzienia” i „Persona non grata, Brat za Brata”. Ogólnie dzieciaki (w wieku od paru do jakichś dziesięciu lat) śpiewały przez cały mecz i bardzo mi zaimponowały swoją zajawką. Śpiewały m.in. tę piosenkę (odtwarzam ją ze swojej pamięci, która bywa szalenie zawodna w szczególności mogłem przekręcić trzecią linijkę):

U nas w Katowicach, na sektorze numer dwa
Jest młoda ekipa, która zawsze wspiera Was!
Nie poddamy się, niech każdy o tym wie,
Małolaci to wariaci na trybunach niesie się!

Bardzo szanuję. Tym bardziej, że pod koniec meczu, kiedy Pogoń wyszła na prowadzenie, młyn zwinął flagi, a kibice na głównej zaczęli krzyczeć „wypierdalać, wypierdalać” (ja sam machinalnie wstałem, bo pomyliłem to z zawołaniem „wszyscy wstają i śpiewają”), oni nadal śpiewali przepełnieni optymizmem. W doliczonym czasie po całym stadionie niosło się „GieKSa to My, a nie wy!” oraz „Zejdżcie z boiska, nie róbcie nam pośmiewiska”. Po przegranym meczu miały zaś miejsce spontaniczne gwizdy oraz bluzgi z trybuny głównej pod adresem poszczególnych piłkarzy GieKSy.

Jak zdążyłem wspomnieć przy okazji opisu meczu w Sosnowcu, dość mocno zdziwił mnie fakt, że kibice na Śląsku powszechnie urozmaicają sobie mecz łuskaniem słonecznika. Nie chcąc być jednak gorszym, przed meczem w Katowicach kupiłem sobie paczkę słonecznika na jednym z kilku prowizorycznych stoisk i swobodnie raczyłem się nim na trybunie, zrzucając wszystkie łupiny na podłogę (pewnie dlatego bilety są tak drogie, ponieważ w cenie jest posprzątanie trybuny). Muszę przyznać, że to znakomita rozrywka, choć spowodowała ona, że klaskałem na meczu dużo mniej niż mam to w zwyczaju.

Niestety, na meczu nie było kibiców gości, więc nie mogę nic o nich napisać.

Mecz
 
 

W pierwszej połowie GieKSa wyglądała dużo lepiej i było widać, komu stawiane są warunki „Ekstraklasa albo śmierć”, a komu jedynie zaleca się, żeby nie spadł do drugiej ligi. Katowiczanie przeważali, ale nie wynikało z tego nic wielkiego. W końcu wyprowadzili jednak bardzo dobrą kontrę i dostali po niej karnego, którego na gola strzałem w środek bramki zamienił Foszmańczyk. Na przerwę GKS schodził więc z jednobramkowym prowadzeniem.

W drugiej połowie miała miejsce przemiana Siedlczan… ale chyba przede wszystkim była to totalna metamorfoza GieKSy. Katowiczanie kompletnie oddali pole gościom i zezwalali im na coraz groźniejsze akcje. GKS w drugiej połowie grał totalną padlinę. W ok. 60. minucie pozwolił Siedlczanom na oddanie strzału z 10 metrów, który tym razem na szczęście doleciał aż do Chorzowa. Jednak w 70. minucie nie miał już tyle szczęścia – Polkowski po solowej akcji (przy czym jest to określenie na wyrost, po prostu przebiegł on kilkanaście metrów totalnie nieatakowany przez nikogo) i dobrym strzale sprzed pola karnego pokonał Sebastiana Nowaka.

W międzyczasie za przerwanie kontry drugą żółtą kartką, a w konsekwencji czerwoną, został ukarany Daniel Chyła z Pogoni. Wyglądało więc na to, że Pogoń będzie chciała bezpiecznie dociągnąć remisowy rezultat do końca meczu (na to wskazywały m.in. zmiany). Mimo to, Pogoń pod koniec meczu i tak wyszła na prowadzenie, ponieważ po bezładnej kopaninie przed polem karnym GKS-u nagle do piłki doszedł niezawodny Adrian Paluchowski, który strzałem w długi róg nie dał szans Nowakowi. Trener Pogoni zrobił z radości małe kółeczko po murawie i jest mi aż wstyd, że nie zdążyłem tego uwiecznić.

Pod koniec meczu GKS miał jedną klarowną sytuację, w której jeden z piłkarzy GKS-u uderzając piłkę głową niemal zderzył się ze Stępniowskim (bramkarz Pogoni), a drugi dobijając piłkę na pustą bramkę, trafił z woleja jedynie w słupek. Do końca meczu wynik nie uległ zmianie i porażka Katowiczan stała się faktem. A wraz z nią wszystko, co opisałem w poprzedniej sekcji.

next  prev